Kwiecień: Czas przemian i trwania w prawdzie

Witajcie w kwietniu 2026 roku, miesiącu pełnym zmian i odrodzenia. Na tej stronie zapraszamy Was do refleksji nad tym, jak trwać w prawdzie pośród dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. Nasz osobisty projekt „Kim jestem, czego pragnę a Bóg” ma na celu wspieranie każdego z Was w odkrywaniu własnej ścieżki. Dołączcie do nas w tej podróży ku głębszemu zrozumieniu siebie i otaczającego świata.

 

 

8 kwiecień 2026

Świadectwo – nowa droga

Minęły święta. Czas spotkań z bliskimi i głębokich przeżyć religijnych powoli będzie przechodził do  przeszłości. Powracamy do dnia codziennego pełnego trudów, zmęczenia w coraz bardziej chaotycznym świecie. Właśnie teraz nadchodzi ważna  dla mnie rocznica  zawarcia związku małżeństwa. Był czas w młodości, kiedy po wielu latach spotykania się w gronie znajomych na prywatkach, balach i wyjazdach trzeba było pomyśleć o przyszłości. Ale mimo to nie spieszyłem się ze zmianą trybu życia. Nie wiedziałem, że droga do małżeństwa może być bolesna i postawić pod znakiem zapytania sens małżeństwa. W stanie wojennym, po Andrzejkach które zakończyły się późno / już w czasie godziny policyjnej/ pasowało mi odprowadzić jedną koleżankę do domu. Z trudem przeszliśmy całą dzielnicę unikając patroli. Później spotkałem  ją w kościele, kiedy razem szliśmy do komunii świętej. Znajomość się rozwijała. Ale kiedy byłem w wojsku postanowiła odejść od wiary i oczekiwała tego samego ode mnie. Od Boga nie odszedłem, a znajomość zakończyłem, mimo że było to bolesne. Doszedłem do wniosku, że kobietom nie można wierzyć i postanowiłem, że nie ma sensu myśleć o małżeństwie lepiej być samotnym. Mimo że w duszpasterstwach, do których chodziłem miałem koleżanki, ale te znajomości traktowałem na dystans. Któregoś dnia idąc na spotkanie w duszpasterstwie  dla młodzieży akademickiej zapragnąłem iść do spowiedzi. W kościele, do którego trafiłem nie było na mszy wieczornej żadnego kapłana w konfesjonale. W pewnym momencie jednak przyszedł, wyspowiadał mnie i zaraz poszedł. Dziwne było to, że powiedział mi, żebym obiecał mu, że dziewczynę, którą  niedługo spotkam będę zawsze szanował. Obiecałem. W mojej spowiedzi nic nie mówiłem o swoich prywatnych sprawach wiec byłem tym bardzo  zdziwiony. Minęło kilka miesięcy i nic w moim życiu się nie zmieniło. Nadszedł czas rekolekcji wakacyjnych. Były podobne do poprzednich. W  ich połowie był dzień wyciszenia. Wszyscy pojedynczo poszli gdzieś w plener, gdzie mogli w samotności, z dala od ludzi, modlić się. Poszedłem na wzgórze  pokryte lasem, oddalone od miejsca, gdzie przebywaliśmy o jakieś 3 kilometry. Tam modliłem się. Koło południa poczułem głód. Obok było całe pole pokryte borówkami, pośród których były krzewy z wilczymi jagodami. Starałem się być uważny. . Ale kiedy wracałem zaczęły się mdłości, wymioty, potworna słabość i zwariowany rytm serca. Domyśliłem się, że musiałem przez nieuwagę zjeść kilka trujących jagód, choć nie mogłem sobie przypomnieć, jak to się mogło stać. Byłem animatorem, więc starałem się ukryć to przed moją grupką. Wszyscy spaliśmy na podłodze. Kiedy w nocy było już bardzo źle -nagle wszystko ustąpiło. Usłyszałem głos „taka jest moja wola”. Zaraz potem wszystko wróciło. Do rana na tyle się mi poprawiło, że poszedłem na miejsce naszych spotkań wspólnotowych. Szedłem jak pijany. Idąc zobaczyłem dwie dziewczyny z medycyny. Jedną z trzeciego roku, a drugą z piątego. Tą z trzeciego znałem, ale zwróciłem się do tej z piątego roku. Zajęła się mną jak kolejnym jakimś pacjentem. Monitorowała mój stan zdrowia aż do wyjazdu. Ujęła mnie swoją serdecznością i urodą. Kiedy rekolekcje się skończyły, nawet nie pożegnaliśmy się. Później kiedy ją widywałem, kończyło się to kilkoma grzecznościowymi słowami i tyle. Przyszedł wspólnotowy sylwester w Rotundzie Krakowskiej. Do północy wytańczyłem się i poszedłem bez humoru na galerie. Zrozumiałem, że choć zabawa jest super, to czuję się samotny. Nagle na galerii pojawiła się dziewczyna, która ratowała moje zdrowie na rekolekcjach. Tańczyliśmy z sobą, aż do zakończenia balu. Tak zaczęła się nasza znajomość, która była z biegiem czasu coraz głębsza. Kiedy przyszły kolejne wakacje rozjechaliśmy się w różne strony. Nie mogłem nic do niej napisać, bo nie znałem adresu jej pobytu. W połowie sierpnia wróciłem do domu i nie było od niej żadnej kartki. Po poprzednim doświadczeniu doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu. Następnego dnia wracając z pracy zobaczyłem na stole list z adresem i zaproszeniem do przyjazdu. Był już piątek. Z trudem, ponieważ w tamtych czasach komunikacja nie była najlepsza, dotarłem w sobotę na miejsce. Okazało się, że list został wysłany tego samego dnia, w którym  zobaczyłem go w domu. Nie byliśmy w stanie zrozumieć, że tak szybko mógł pojawić się u mnie. Dzieliło nas wtedy prawie 120 kilometrów. Od tego czasu nasza więź się umocniła. Dwa miesiące później dostałem w pracy informację, że mam szansę na mieszkanie, o ile będę żonaty. Decyzję, że weźmiemy ślub musieliśmy podjąć natychmiast ufając Bogu, że to On nas prowadzi, bo tak naprawdę jeszcze się dobrze nie poznaliśmy. Teraz minie 36 lat małżeństwa. Było wiele radości i również ogromnych trudności i smutków oraz chorób. Dzisiaj chodzimy do wspólnot, nie zapominamy o codziennym różańcu. Wiadomo, że musieliśmy przejść, tak jak wszystkie małżeństwa, od etapu fajerwerków do trudów wspólnego życia. Jeśli jest się przy Bogu łatwiej wytrwać, gdy jest ciężko i kiedy świat odciąga nas od siebie przez różne wydarzenia. Wspólnie patrząc na Boga zbliżamy się do siebie – łatwiej jest sobie wybaczać i budować wspólne szczęście na co dzień. Wśród moich znajomych tylko nieliczne małżeństwa, które wzięły ślub kościelny, nie wytrwały próby czasu. Natomiast wśród niewierzących  - większość. Tylko z Bogiem można żyć w pokoju i miłości, bo każdy ma swoje wady i słabości.

 

16 kwiecień 2026

Jak się nie zagubić

Dopiero co minęły Święta Wielkanocne. Teraz, kiedy to piszę jest Święto Miłosierdzia. Przyroda rozkwita, wszystko wraca do życia po mroźnej zimie. Ludzie planują już wiosenne wyjazdy na majówkę, szykują pieniądze na wakacje. Ci, którzy  nie mają już sił lub finansów marzą o spacerach w parkach lub pogaduszkach sąsiedzkich gdzieś na nasłonecznionej ławeczce. Każdy przeciętny, niezależnie od poglądów, człowiek pragnie zaznać miłości bliskich i pokoju wokół siebie. Pan Jezus z najwyższej chwały dał się uniżyć do samego dna pogardy, aby odkupić nasze grzechy i otworzyć dla nas niebo. Jego miłosierdzie nie zna granic. Najwięksi grzesznicy na ziemi mogą zostać zbawieni odwołując się do Niego. Należy tylko uwierzyć Bożemu Miłosierdziu i przystąpić do sakramentu pokuty, przeprosić za swoje grzechy, żałować za nie, postanowić poprawę. Jest to tak niewiele, ale coraz więcej osób opiera się na nowoczesnych zachodnich wzorcach i wierzy, że miłosierdzie działa automatycznie i każdy po śmierci jest bezwarunkowo zbawiony.  Cóż, zafałszowują oni Ewangelię  i Dzienniczek  Siostry Faustyny. Patrząc na nich można dostrzec, że nie wszyscy uważają się za zwykłych ludzi. Oni sądzą, że należą do najlepszych. Wiara jest niepotrzebna lub ma służyć ich prawdzie. Widzimy to szczególnie w naszej ojczyźnie, gdzie pragnienie władzy przez niektóre ugrupowania prowadzi do zupełnie przeciwnych interpretacji prawa. W kościele, coraz częściej, pojawiają się interpretacje Ewangelii zgodne ze światowymi standardami. Są ludzie, którzy chcą przewodzić autorytarnie w rodzinach, w pracy, w państwach lub w całym świecie. Filozofia tego świata dała im wspaniałe narzędzie do dzielenia ludzi na grupy, ideologie, według odgórnie przyjętych przez nich prawd. Narzędziem tym jest strach. Każdy może to sprawdzić w swoim otoczeniu. Najpierw podaje się ludziom sposoby wygodnego, łatwego życia, wolności wyboru, nadzwyczajności człowieka jednocześnie oskarżając go o niszczenie planety. Przez hasło: bądź z nami, a osiągniemy powszechne szczęście, którego nikt jeszcze nie osiągnął, buduje się przywiązanie do dóbr doczesnych i własnej dumy (jesteśmy wybrańcami mającym zaszczyt należeć do elity). Następnym etapem jest zdefiniowanie przeciwników, którzy w mniemaniu przywódców tych ugrupowań chcą nam przeszkodzić w tak wspaniałym jak się ludziom wmawia przedsięwzięciach, zagrażają ich zwolennikom, ich wolności i własności. Na tym budowany jest przez elity strach w ludziach, którzy likwidując przeciwników obiecują wyeliminować te zagrożenia. Rodzi się w społeczeństwie niechęć, nienawiść, odrzucenie wszystkich, którzy mają inne, choć właściwe, pojęcie prawdy. Nie ma już miejsca na rozmowę, na argumenty. Jest tylko miejsce na przemoc medialną i prawną. Media kreują tzw, prawdę, jak powinniśmy żyć, jakich mamy przeciwników. Lekceważą ich i bez uzasadnienia oskarżają. Tylko ci, którzy mają władzę, mają prawo głosić prawdę. Co do polityki, przykładów jest mnóstwo i każdy może sobie to sprawdzić w mediach i w życiu. A co do kościoła, są środowiska odrzucające jedyną prawdę Ewangelii, umniejszające zbawczą rolę Jezusa i głoszące relatywizm sumienia. Podam tylko jeden przykład. W mocno lewicowej gazecie na początku kwietnia w artykule powołującym się na wywiad z jednym duchownym podano, że moralność może być różnorodna i każdy ma prawo do swojej prawdy. Myślę, że jest to doskonały argument, aby środowiska liberalne nie nawracały się i jednocześnie krytykowały tych katolików, którzy żyją Ewangelią. Czy można coś tym zrobić? Musimy żyć prawdziwą wiarą, modlitwą, świadectwem , przykładem życia poprzez uczestnictwo Eucharystii i sakramentach. Należy wspierać tych duchownych, którzy dają z siebie wszystko, by głosić prawdę Ewangelii i prosić Boga o siły dla nich, a za pozostałych modlić się o prawdziwe światło Ducha Świętego, aby ich prowadził.  W tym trudnym okresie zamieszania w polityce i kościele modlitwa przyniesie nam  pokój i rozeznanie kierunku naszego życia. Świat i ludzie zanurzą się w chaosie, nieustannych walkach elit, w walce jeden przeciw drugiemu. Uznając Ewangelię za niezmienną prawdę mamy zawsze punkt odniesienia, jak należy postępować.

22 kwietnia 2026

Marzenia i Bóg - świadectwo

Z naszymi sprawami zazwyczaj zwracamy się do Pana Boga o pomoc w trudnościach. Dołączamy do naszych modlitw prośby, mówimy o zmartwieniach, dziękujemy za pomoc. Zapominamy o tym, że Bóg nie tylko  jest Panem wszechświata, ale jest również naszym kochającym Ojcem. W modlitwie możemy mu również powiedzieć o naszych codziennych problemach, o radościach i marzeniach.

Ponieważ od dziesiątków lat prześladują mnie choroby, do swoich modlitw często dołączałem prośby o pomoc. Bóg zawsze je wysłuchiwał, choć to, co się w życiu wydarzało, najczęściej nie było zgodne z moją prośbą. Z biegiem lat  zrozumiałem, że Jego wola, choć bolesna, przynosiła  mi  dobre owoce. Zawsze uwielbiałem wyprawy w Tatry. Jeśli tylko moje choroby trochę się wyciszały, to wsiadałem do autobusu i zaliczałem jakąś wspaniałą górską trasę. Któregoś roku w wakacje, kiedy wracałem wraz z żoną z kolejnej wyprawy poczułem potworny ból serca. Zlekceważyłem to i po przyjściu do domu planowałem jeszcze jedno wyjście w góry. Żona, która wieczorem poszła do kościoła i modliła się przed obrazem Matki Bożej poczuła ogromny niepokój, że grozi mi niebezpieczeństwo. Wróciliśmy szybko do  domu i poszliśmy do szpitala. Miałem zawał. Gdyby nie interwencja Matki Bożej w sercu żony, poszedłbym następnego dnia w góry i moje życie mogłoby się zakończyć. Zawał oznaczał dla mnie, że już nigdy nie pójdę w góry. Mimo, że mogłem żyć normalnie nie byłem już zdolny do większych wysiłków. Trwałem przy Panu Bogu wdzięczny, że jeszcze dane mi zostało  życie. Pozostało mi jedynie oglądać zdjęcia z dawnych wypraw. Dwa lata po zawale nie zarezerwowaliśmy już kwatery w Zakopanem, bo po co, jak mógłbym na góry patrzeć tylko z daleka. Był już koniec maja, byłem na adoracji i po długich modlitwach westchnąłem tylko Panu Jezusowi jak bardzo uwielbiam chodzić po górach. Nie była to nawet prośba, bo nawet bym się nie ośmielił o to prosić, tylko westchnienie. Minęło kilka dni i zadzwoniła siostra żony. Nie wiadomo, dlaczego nagle powiedziała – dzwońcie do swojej kwatery w Zakopanem, bo teraz jest wolna. Po tej rozmowie popatrzyliśmy na siebie z żoną i stwierdziliśmy, że to jest nierealne, ale spróbujemy. Gdyby to jednak było prawdą , to pojedziemy tam, a ja najwyżej  będę czas spędzał w ogrodzie. Okazało się, że właśnie w tym dniu ktoś zrezygnował dokładnie w terminie, który nam pasował. Stan mojego zdrowia do wyjazdu znacząco się poprawił. Udało mi się nawet odwiedzić moją ulubioną Halę Gąsienicową i kilka szczytów. Wszystko udokumentowałem na zdjęciach, które oglądam do dziś, kiedy mnie ogarnie tęsknota za górami. We wrześniu mój stan zdrowia znów się pogorszył. Przyszedł jeszcze jeden zawał.  Mogłem już chodzić tylko po najbardziej łagodnych dolinkach. Ponadto doszła choroba nóg. Tego roku w wakacje góry staną się tylko wspomnieniem. Będę mógł je oglądać tylko przez okno. Nie można zatrzymać czasu i z roku na rok jest mniej sił. Piszę o tym dlatego, aby nawet o najbardziej błahej sprawie naszego życia rozmawiać z Bogiem. On nie tylko jest miłosierny, sprawiedliwy, ale kocha nas, jak najlepszy ojciec, który nieraz  może nam zrobić miłą niespodziankę spełniając nasze marzenia, na co nie zasługujemy. Wiem, że Bogu nigdy nie będę w stanie podziękować za to co uczynił dla mnie i mojej rodziny. Było wiele dni, kiedy ratunkiem było jedynie błaganie o pomoc, operacje i morfina. Dzisiaj idę do swojej grupy modlitewnej, by wspólnie oddać cześć Bogu, tak jak umiem.

 Patrząc na swoje życie przeraża mnie poszukiwanie nowej interpretacji Ewangelii nowy trend w kościele , jakim jest synodalność. Bóg był, jest i będzie taki sam - kochający każdego człowieka. On się nie zmienia, ale my próbujemy uznać pseudo- prawdę o Nim, aby nie nawracać zepsutego świata. Każdy człowiek poszukuje i wybiera dobro. Dziś mamy propozycję relatywistycznej religii, która spełni oczekiwania większości ludzi. Synodalność dopuszcza do głosu ludzi, którzy chcą zmian doktryn, zmian moralności ,a przede wszystkim zwrócenia uwagi na sprawy ziemskie – klimat, ekologia itd. Z mediów można się dowiedzieć, że są tacy, którzy swoją interpretację wiary chcą wcisnąć do kościoła, żeby było łatwo i przyjemnie w życiu. Grzech ogłaszają jako dobro, a dobro jako grzech. Fotografują się z niektórymi hierarchami, aby uwiarygodnić swoją postawę. Nowa ideologia jest wprowadzana do kościołów w krajach zachodnich z własnymi symbolami.

Bóg jest miłością, miłosierdziem i umarł za nas na krzyżu. Kościół ma ponad dwa tysiące lat trwania przy Ewangelii. Dziś  okazuje się, że dla niektórych Ewangelia ogranicza wolność człowieka, bo przypomina o sprawiedliwości i niesie wymagania, grozi potępieniem. Religia według tych ludzi powinna nieść samozadowolenie i zbawienie bez żadnych warunków wstępnych. Dla nich Duch Święty  zaczął nagle objawiać nowe prawdy wiary, nowe spojrzenie na Boga, który teraz ma aprobować grzeszne życie.

Módlmy się za papieża i nasz kościół, aby pozostał w jedynej prawdzie Ewangelii i przy obowiązujących doktrynach.  

29 kwiecień 2026

Globalizacja, modernizm a nasze wnętrze

Obecnie, wokół nas jest sporo zakłamania. Politycy i niektórzy hierarchowie chcą wykreować człowieka jako pozornie wolnego, ale tak naprawdę zależnego od świata. Prawo służy władzy – kto jest z nią jest bez skazy, kto przeciw jest tępiony. W kościele nurty modernistyczne upodabniają wiarę coraz bardziej do świata tworząc nowoczesną interpretację Ewangelii. Patrząc na to wszystko widać, że pod pozorami wolności moralnej i jedynie słusznego powszechnie światopoglądu, gdzie na pierwszym miejscu jest człowiek i jego egoizm, tworzy się uległe globalistycznej władzy społeczeństwa. Jedno państwo,  jeden kościół i jedna władza, to marzenie postępowych elit globalistycznych świata. Wolny moralnie człowiek, ale we wszystkim podporządkowany elicie. Kościół to jedyna instytucja, która przez 2000 lat mówiła jasno o prawdzie objawionej, o moralności, o wartościach, wokół której budował się chrześcijański świat, jest  teraz, przez modernizm, otwierany na nowe wartości. Marksizm, genderyzm, transhumanizm - te wszystkie ideologie rozbijały się dotąd o doktrynę i wiarę katolików. Ataki z zewnątrz  - jakobininów, bolszewików czy nazistów, były w dużej mierze nieskuteczne. Krew męczenników tylko wzmacniała nasz kościół  i dodawała nam sił. Wrogowie kościoła rozumieli, że nie da się go zniszczyć od zewnątrz, dlatego trzeba go przejąć. Trzeba wejść do środka i zmienić doktrynę. Papież Paweł VI powiedział kiedyś przerażające słowa, że dym szatana wdarł się do świątyni Boga przez jakąś szczelinę. W trakcie Soboru Watykańskiego II było pragnienie, aby dotrzeć z Ewangelią do nowoczesnego świata. Oprócz pięknych treści, pojawiły się liczne niejasności.  Modernistyczni teolodzy byli na Soborze wśród ekspertów. Okazało się, że w wielu sprawach celowo wprowadzali do tych tekstów sformułowania, które były wieloznaczne i takie, które konserwatysta mógł przeczytać po katolicku, a liberał po rewolucyjnemu i to stworzyło pęknięcie po Soborze. Co to było? To była interpretacja, która mówiła, że człowiek jest w centrum. Antropocentryzm i inne religie są prawie tak samo dobre. Kapłan odwrócił się plecami do tabernakulum, a twarzą do ludzi. To był pewien symbol. Człowiek stał się ważniejszy od Boga. W tej atmosferze  otwarcia na świat wyrosło pokolenie dzisiejszych hierarchów. Wiele z tych elementów, które miały swoje, bardzo głębokie znaczenie zostało zmienionych. Na powstałych niejasnościach pojawiły się modernistyczne cienie. Jednocześnie w Ameryce Łacińskiej pojawiło się coś, co przygotowało grunt pod dzisiejszą katastrofę, a mianowicie - teologia wyzwolenia. Idea ta miała na celu zaszczepienie marksizmu w chrześcijaństwie. Marksizm mówił, że religia to opium dla ludu. Religia jest po to, aby człowiek mógł sobie wytłumaczyć ten świat. Teologia wyzwolenia nie walczyła z religią, ale zmieniała definicje. Grzech nie był już obrazą Boga. Zbawienie nie niosło nam życia wiecznego, ale wyzwolenie polityczne za pomocą rewolucji. Chrystus nie był uznany za Syna Bożego i Odkupiciela lecz za  rewolucjonistę z Nazaretu. Zamiast działań na rzecz zbawienia skupiono się na działalności na rzecz ubogich. Hierarchowie w Ameryce Południowej zaczęli mówić językiem walki klas. Zaczęli nienawidzić bogatych, nienawidzić Zachodu, nienawidzić hierarchii. Jan Paweł II bardzo  ostro krytykował teologię wyzwolenia.  Wiedział, że ona prowadzi bezpośrednio do ateizmu. Ale gdy zabrakło papieży - Jana Pawła II i Benedykta XVI ,zapora pękła. Modernizm i teologia wyzwolenia zaczęły z dnia na dzień odmieniać kościół. W szwajcarskim mieście o nazwie Sankt Gallen spotykała się grupa bardzo wpływowych biskupów i kardynałów. Nie wymienię ich nazwisk. Byli oni znani z mocno liberalnych poglądów.  Uważali, że kościół jest zacofany i chcieli kościoła, który akceptuje rozwody i kolejne związki. Chcieli  zdecentralizować władze kościelne, ograniczyć rolę papiestwa, jako strażnika doktryny. Kardynał Martini tuż przed śmiercią powiedział, że kościół jest opóźniony o 200 lat. To oni przygotowali grunt pod nowy synodalny kościół. Ich agenda jest do dzisiaj realizowana. Chociaż po zmianie papieża mamy pewne niewielkie zmiany. Jest ona realizowana punkt po punkcie. Papież Franciszek w swoich  wywiadach mówił, że On nie wymyśla tego,  tylko realizuje. Wcześniej był już plan. Plan przejęcia sterów Łodzi Piotrowej i skierowania jej na wody synodalnego modernizmu. Moderniści mówią, że należy  wsłuchiwać się w Ducha Świętego. Ale jak Go rozpoznają? Duch Święty prowadził kościół, świętych i ludzi szukających Boga, aby poznali prawdę Ewangelii. Obecnie moderniści, poprzez ankiety czy spotkania synodalne, pytają ludzi, a często ateistów i protestantów oraz ludzi, którzy odeszli z kościoła , czego oczekują. Pytani mówią, że chcą na przykład kobiet - księży, chcą małżeństw gejowskich, chcą antykoncepcji. Wtedy organizują im spotkania i mówią, że to głos Ducha Świętego i że lud Boży przemawia. Sam niedawno w mediach widziałem człowieka o specyficznych poglądach moralnych, który stwierdził, że będzie, w ramach synodalności, zmieniać doktryny moralne w kościele. Niestety nie jest sam. To jest bluźnierstwo. Duch Święty nie zaprzecza sobie. Nie może dziś nazywać dobrem tego, co przez 2000 lat nazywał grzechem. Moderniści twierdzą, że podczas prezentacji poglądów następuje pewne ustalenie prawdy i ta nowa wersja jest przyjmowana. A przecież w kościele o prawdzie nie decyduje głosowanie, lecz Ewangelia. Izraelici dyskutowali o swojej wiarze pod Górą Synaj. I wiadomo, jak to się skończyło. Moderniści nie mogą zmienić Biblii, więc zmieniają duszpasterstwo. Kto broni tradycyjnego nauczania jest nazywany sztywnym, zacofanym i nie czułym. Jezus towarzyszył grzesznikom, ale nie po to, by oni trwali w swoim grzechu.” Idź i nie grzesz więcej” - to były słowa Jezusa. Ten nowy kościół, który nam się proponuje, chce towarzyszyć grzesznikom w ich grzechu błogosławiąc ich drogę do przepaści. Dziś już nie mówi się o zbawieniu dusz, o piekle, o niebie, o nawracaniu, natomiast mówi się bardzo dużo o klimacie, o plastiku w oceanach, o zrównoważonym rozwoju. I o migracji /cokolwiek to słowo znaczy/. Kościół modernistyczny ma się stać sojusznikiem globalizacji. Ma dawać religijną pieczątkę dla decyzji podejmowanych w Davos. Ma promować wspólne braterstwo, ale bez Chrystusa, gdzie wszystkie religie są równe. To jest wizja antychrysta.

Nie można w tym miejscu nie powiedzieć o wizji religii w globalistycznym świecie. Celem jest neutralizacja kościoła. Globaliści, którzy są w organizacjach transnarodowych chcą stworzyć nowy model działania - bez wiary i bez religii. Oni wiedzą, że nie mogą zbudować nowego porządku światowego dopóki istnieje silny kościół katolicki z silną nauką -nauką o prawdzie, która mówi, czym jest prawda. Więc postanowiono zmieniać kościół w organizację pozarządową i robią to w imię duchowej przemiany. Kościół ma się stać, według globalistów, takim duchowym ramieniem ONZ. Dla nich najlepiej by było, żeby na świecie była tylko jedna religia światowa. Najbardziej zaawansowane są zmiany synodalne  w Niemczech. Ostatnio hierarchowie  kościoła niemieckiego wyrazili sprzeciw wobec krytyki ich drogi przez obecnego papieża. W mediach wszyscy mogą zobaczyć jak obecnie  wygląda kościół niemiecki i jak z dnia na dzień ubywa tam katolików, stanowiących  i tak niewielki już procent społeczeństwa. Widać do czego synodalny modernizm prowadzi. Walczmy modlitwą o wierny Ewangelii od 2000 lat  - Kościół Powszechny.

Informacje zostały pozyskane przeze mnie  z publikacji internetowych.

           

Ciąg dalszy w następnych dniach

 

 

 

 

 

Wiosenna odnowa w zgodzie z prawdą

Kwiecień przynosi ze sobą naturalną odnowę, symbolizowaną przez budzącą się do życia przyrodę. To doskonały czas, aby zastanowić się, jakie zmiany zachodzą również w nas. Jak odnaleźć wewnętrzny spokój i pewność, gdy wszystko wokół zdaje się płynąć? Kluczem jest trwanie w prawdzie – o sobie, swoich pragnieniach i wartościach. Zachęcamy każdego, kto szuka drogi do autentyczności, do zgłębienia tej myśli.

Nawigacja przez zmiany: Wierność sobie i prawdzie

Zmiany, choć często nieuniknione, mogą stanowić wyzwanie. W tym kwietniu skupiamy się na tym, jak pielęgnować w sobie niezmienną prawdę, która staje się kotwicą w burzliwych czasach. Jak odróżnić chwilowe pragnienia od głębokich potrzeb? Jak pozostać wiernym sobie, nawet w obliczu presji otoczenia? Zapraszamy do wspólnej refleksji nad tymi ważnymi pytaniami, które dotyczą każdego z nas.

Droga każdego z nas: Znalezienie siły w prawdzie

Ta strona jest przestrzenią dla każdego, kto pragnie lepiej zrozumieć siebie i swoje miejsce w świecie. Kwiecień jest miesiącem, który inspiruje do poszukiwania harmonii między tym, co zewnętrzne, a tym, co wewnętrzne. Niezależnie od tego, skąd przychodzisz i dokąd zmierzasz, odkrycie i pielęgnowanie własnej prawdy może być najcenniejszym przewodnikiem. Pozwól sobie na chwilę zatrzymania i refleksji.

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador