Maj 2026: Kwiecisty miesiąc
Witaj w maju 2026, miesiącu kwitnącej nadziei i duchowego wzrostu. Jest to czas, w którym zapraszamy Cię do wspólnego poszukiwania dobra we wszystkim, co nas otacza. Niech ta strona będzie dla Ciebie inspiracją do głębszej refleksji i
przypomnieniem o pięknie życia, które ukryte jest w codzienności.
6 maja 2026
Brońmy dobra
W ostatnich dniach odbyła się wspaniała zbiórka pieniędzy dla dzieci ze schorzeniami onkologicznymi prowadzona przez młodego człowieka. Pokazała solidarność Polaków, którzy zjednoczyli się w pomocy dzieciom w chwili, gdy dotacje państwa często są powiązane z ideologią równości lub wprost preferujące kłamstwa medialne. Młody człowiek odciął się od kłamliwych polityków i dał z siebie wszystko, aby zbiórka przyniosła znaczący efekt w chwili zrujnowanej przez państwo służby zdrowia. Sporo też było przypadków heroicznej postawy zwykłych ludzi pomagających innym. Ratowanie życia młodej kobiety przez kierowcę autobusu lub pomoc młodego człowieka kobiecie z wózkiem przy wsiadaniu do pociągu. W tym przypadku pomoc skończyła się dla niego nieszczęściem. Mimo nieszczęścia po uratowaniu jej dalej okazywał w wywiadach dobroć swojego serca. Myślę, że każdy w swoim życiu spotkał wspaniałe osoby, które bezinteresownie niosły pomoc.
W Polsce jest wielu wspaniałych ludzi. Nie można tego skarbu niszczyć. A co oficjalnie głoszą media – zakłamanie i pychę, wywyższanie tych, którzy z prawdziwą moralnością, jaką nas przez lata uczono, nie ma nic wspólnego. Moralnością, która pozwoliła nam przetrwać zabory i komunę. Liczy się teraz pieniądz i bezwzględna walka o władzę. Przeciwników poniża się na wszelki sposób niejednokrotnie poprzez kłamstwo, oszczerstwa, naginanie prawa zgodnie z wolą rządzących. Nie liczy się konstytucja, a coraz częściej liczy się, obce Polakom, unijne prawo zarówno w sferze politycznej, jak i przeciwne naturze, prawo moralne. Władze państwowe nie tylko lekceważą moralność katolicką znacznej części społeczeństwa, ale też obchody państwowe Święta 3 Maja. Aby osiągnąć swoje cele władza zdolna jest straszyć społeczeństwo wojną, która miałaby wybuchnąć za kilka miesięcy. Naród jest coraz bardziej ogłupiany przez tak zwanych politycznych ekspertów, którzy mają podobno znać się na wszystkim, a znają się jedynie na poleceniach swoich sponsorów. Synodalność w kościele preferuje relatywizm moralny. Zupełnie nowatorskie działanie kościoła. Najbardziej zaawansowany jest w tym kościół niemiecki i niektóre kraje zachodnie. Grzech staje się szanowanym dobrem, a dobro i nauczanie 2000 - letniego kościoła odsuwane na margines, jako niezgodne z dzisiejszym światem. Globalistyczna idea nowoczesnych myślicieli jednego państwa i jednej wspólnej religii jest coraz pełniej widoczna zwłaszcza w Europie. Mamy wielu wspaniałych biskupów, proboszczów i kapłanów – nie dajmy skazić kościoła ideami świata. Nie można patrzeć biernie zarówno na antypolskie działania władz, jak i preferowanie modernistycznych fajno - katolickich kręgów w kościele. Kochać to nie tyle brać, ale obdarowywać drugiego. Tylko wtedy możliwe jest szczęście. Dzisiaj często słyszy się modernistyczne poglądy, że Jezus nas zbawił i przez swoje miłosierdzie daruje nam wszystkie nasze grzechy bez nawrócenia i przeprosin. Proponuje się towarzyszyć grzesznikom, ale ich nie nawracać. Jeden naród podobno z racji pochodzenia jest zbawiony bez Jezusa mimo nieszczęść, jakie sprowadza na niewinnych ludzi. Teraz zablokował morską pomoc humanitarną dla głodujących. Kochajmy Boga i ofiarujmy mu nasze cierpienia, trudy i swój czas. Korzystajmy z sakramentów, a wtedy na pewno poczujemy pokój Boży w sercu, a niejednokrotnie też pomoc w naszych sprawach ziemskich i duchowych. Tam, gdzie nie ma miłości Bożej jest chaos, upadek, wojny i cierpienie niewinnych ludzi. Ludzie odrzucający Boga, choć dzisiaj są weseli, brutalne poznają, w chwili śmierci, prawdę o sobie i sami skażą się na wieczne cierpienie. Jeden ze znanych modernistów synodalnych powiedział, że tam, gdzie dwóch ludzi się kocha (chodziło o wytłumaczenie ruchu LGBT) nie może być nic złego. Prawda jest taka, że tylko kochając Boga i przestrzegając Jego przykazań można w pełni kochać innych i mimo niejednokrotnie ciężkiego życia zaznać radości już tu na ziemi. Nie wszystkim dane było poznać katolicyzm, ale wszystkim jest znane prawo natury wyryte w sercach, jako sumienie. Módlmy się i tak jak możemy głośmy jedyną niezmienną prawdę która jest zawarta w Ewangelii. Nie dajmy się zastraszyć nowoczesnej ideologii świata i zwieść modernizmowi, że jako chrześcijanie mamy poszukiwać jakiejś nieokreślonej uniwersalnej prawdy i moralności (relatywizm). Kościół przez 2000 lat zmieniał się z biegiem lat, jak drzewo o jednym korzeniu i pniu, z którego powstały pod wpływem Ducha Świętego nowe gałęzie wiary pomagające jeszcze bardziej wielbić Boga. Wielki udział w tym mieli święci i objawienia Matki Bożej. Nowe, zgodne ze światowymi trendami interpretacje Ewangelii, relatywistyczna zmiana moralności, sumienia i głoszenie, zamiast prawd wiary, globalistycznych idei ekologii i klimatu, tolerowanie złego postępowania imigrantów, pomoc humanitarna bez świadectwa wiary, to droga do tworzenia nowej wieży Babel, która ma zastąpić prawdziwe drzewo wiary z Ukrzyżowanym Chrystusem. Ta wieża się zawali, bo kościoła nie przemogą bramy piekielne.
13 maj 2026
„Jezu Ty się tym zajmij” - świadectwo.
Życie toczy się teraz w zastraszającym tempie. Dopiero była ostra zima, a obecnie mamy przesycony zielenią i kwiatami wiosenny świat. Jednak w wielu domach jest smutek. Cierpienie swoje lub bliskich przesłania całkowicie możliwość radosnego życia. Właśnie teraz przypomniałem sobie postać księdza Dolindo, któremu przez całe życie, mimo jego wspaniałego serca i wiary, były rzucane kłody pod nogi. Fałszywe oskarżenia od bliskich mu osób, kpiny, odrzucenie przez ówczesną hierarchię kościoła, choroby, więzienia nie oddaliły go jednak od wiary i nadziei. Nadane mu, przez surowego ojca, imię zapowiadało ciężkie życie – Dolindo znaczy ból. Nie dał się złamać. Był autorem wspaniałych książek o wierze i Bogu. To właśnie on zalecił jako modlitwę słowa: „Jezu, Ty się tym zajmij” gdy mamy sytuacje bez wyjścia. Jego postawa nie podobała się wielu. Być może droga na ołtarze dla niego jest wciąż odległa. Swoje życie wypełnił radością bycia z Bogiem i cierpieniem. Przetrwał wszystko, co przyniosło mu życie. Praktycznie na taki heroizm nie stać by było nikogo z nas. Ale słowa, które są zawarte w modlitwie „Jezu Ty się tym zajmij” są aktualne i bardzo pomocne w cierpieniu. Wszyscy, którzy wierzą w Boga mają jeden wspólny cel – niebo.
Teraz jest maj. Jest to czas, kiedy intensyfikowałem swoje wędrówki po górach. Ludzie, którzy ich nie znali brali przewodnika, żeby pomógł im osiągnąć radość ze zdobytych szczytów.Korzystając z analogii, chciałbym przyrównać do tego słowa księdza Dolindo. Ludzie, którzy wybrali przewodnika ufają mu, że doprowadzi ich bezpiecznie do celu wędrówki. Idą za nim z wysiłkiem mimo zmęczenia i bolących nóg. Czasem zdarza się, że ktoś nie daje już rady, brakuje mu sił, czy też odniósł jakieś obrażenia. Wtedy z zaufaniem zwraca się do przewodnika, że pragnie dotrzeć do celu, ale jest bez sił. Wtedy przewodnik albo skorzysta z apteczki i da mu coś na wzmocnienie, albo wybierze alternatywną, lżejszą drogę, lub pomoże w niesieniu plecaka. Dzięki temu cel zostaje osiągnięty. Ewangelia jest dla nas przewodnikiem po życiu. Prowadzi nas do nieba. Ale praktycznie każdy z nas ma co jakiś czas sytuację, z którą nie możemy sami sobie dać rady. Wtedy trzeba w modlitwie powiedzieć szczerze: „ Jezu Ty się tym zajmij.” Jeśli wierząc, oddamy to całkowicie Jezusowi, to uzyskamy pokój w sercu, że nie jesteśmy sami. To doda nam sił. Jezus na pewno pomoże, ale jaka to będzie pomoc, dopiero po czasie się dowiemy. Nieraz może być to cud uzdrowienia, zmiana trudnych okoliczności, zrozumienie sytuacji, zobaczenie wyjścia z trudności, naprawa relacji z ludźmi itd. Bóg nie opuści człowieka żyjącego wiarą, który żałuje za grzechy i stara się żyć według przykazań. Droga do nieba dla wszystkich jest trudna, choć dla każdego inna. Tylko oddając wszystko Bogu możemy osiągnąć cel. Bez Niego zbłądzimy i wpadniemy w przepaść bez powrotu. To tak samo, jakbyśmy się odłączyli od przewodnika w wysokich górach.
Teraz przytoczę w wielkim skrócie jak to było u mnie w kilku sytuacjach. Miałem w życiu takie wydarzenia, po których całe moje życie uległoby zawaleniu. Oto kilka z nich kiedy sprawy swego życia zawierzyłem Jezusowi. Pierwsza z nich to złamanie kręgosłupa w 6 miejscach. Rdzeń kręgowy był nie naruszony. W czasie leżnia plackiem na łóżku w metalowym gorsecie, gdy każdy najmniejszy ruch sprawiał mi ból dowiedziałem się, że będę chodził, ale tylko o kulach. Podczas rehabilitacji dawałem z siebie wszystko, ale postępy były marne. Szykowałem się na rentę. Oddałem to Jezusowi. Po kilku miesiącach chodziłem, a po roku wędrowałem już po wysokich partiach Tatr. Drugi i trzeci przypadek, o których napiszę w znacznym skrócie to nieudane operacje przetykania zwapniałych tętnic w nogach. Wskutek awarii przyrządu, część zeskrobanych zwapniałych złogów dostała się do obwodowych tętnic. Tętnice stopy zostały zatkane. Towarzyszył temu wielki ból. Pojawiła się martwica, która zaczęła się rozszerzać. Decyzja lekarza była jedna. Aby ratować życie ( w każdej chwili groziła sepsa) należy natychmiast obciąć nogę. Wyprosiliśmy z żoną o tydzień. Na początku nawet najsilniejsze leki, jakie zażywałem, nie pomagały. Ból był nie do wytrzymania. Jedyną nadzieją był Bóg. Którejś nocy dostałem wysoką gorączkę, która zwiastowała zbliżające się zakażenie całego organizmu. Powiedziałem Bogu, jeśli taka jest Twoja wola, to przyjmuję ją i jadę natychmiast do szpitala na amputację. Rano gorączka znikła. Po tygodniu na kontroli widać było początki poprawy. Walka o zdrowie trwała jeszcze pół roku. Straciłem tylko dwa palce które obumarły i same odpadły. Z drugą nogą było co innego. W czasie operacji pękły dwie tętnice. Zanikło krążenie w nodze. Przez cztery dni lekarze przychodzili z pytaniem, czy zgodzę się na jej amputację. Nie zgodziłem się. Cały czas podobnie jak poprzednio oddawałem to Jezusowi. Po około półtora tygodnia, gdy krążenie nieco się poprawiło odesłano mnie do domu z adnotacją, że nigdy nie będę już chodził. Modlitwy bliskich i wspólnot trwały długo. Wydarzył się cud, o którym już pisałem. Znów mogłem powrócić do normalnego życia i w wakacje pochodzić po dolinkach tatrzańskich. Czas mija i nie da się uniknąć cierpienia w drodze do Boga. Dziś uszkodzone nogi uniemożliwiają mi w pełni swobodne poruszanie. Jezus zajął się moją sprawą i ofiarował mi kilka lat normalnego i pięknego, choć trudnego, życia. On jest bramą. Przechodźmy przez nią. Jest naszym Pasterzem i nigdy nas nie opuści. Zawsze nam pomoże, choć nieraz w taki sposób, że nie będziemy tego mogli rozumieć. On jest Drogą pełną miłości, ale i bólu krzyża. Nie zawsze łatwo nam się z tym pogodzić.
18.maj.2026
Propozycja nowej moralności synodalnej / komisja nr 9./ Ocena dokonana przez Kard. Gerharda Ludwiga Müllera. Streszczenie informacji internetowej.
Mój wstęp
Grupy synodalne powołane jeszcze przez poprzedniego papieża publikują obecnie swoje nowe propozycje dotyczące kościoła, jak twierdzą, pod wpływem Ducha Świętego. Grupa synodalna nr 9 w skład której wchodzili również znani hierarchowie synodalni poinformowała o swoim stanowisku odnoszącym się do moralności. W dokumencie tym przytoczone zostały przykłady dwóch związków kolorowych, jako małżeństw, które najbardziej umożliwiają spełnienie się. Jakoś dziwnie zapomniano o świadectwach prawdziwych małżeństw. Komuś się chyba nie podoba św. Rodzina. Według tych osób liczy się równo każda relacja międzyludzka. Synodalność prowadzi do jakiejś nowej religii światowej. Były też publikacje komisji 7 oraz komisji zajmującej się udziałem kobiet w kościele. Wnioski z nich zupełnie odwracają dzisiejsze nauczanie kościoła. O tych dokumentach mówi się głośno w Internecie wśród dziennikarzy i duchownych opowiadających się za tradycją. Natomiast wśród modernistów, którzy dążą do zgodnej ze światowymi trendami religii, panuje radość. Módlmy się za papieża, aby wytrwał w naszej 2000- letniej tradycji kościoła i nie uległ naciskom światowego modernizmu.
Streszczenie wypowiedzi na ten temat:
Kard. Gerhard Ludwig Müller© PAP / Rafał Guz
Niemiecki duchowny były prefekt Kongregacji Nauki i wiary w obszernym tekście opublikowanym na stronie permariam.com wypowiedział się na temat raportu grupy studyjnej Synodu o synodalności dotyczącego tzw. „kwestii pojawiających się”..
Zgubne wnioski synodalne
Oto tekst kard. Müllera w tłumaczeniu na język polski:
"Grupy robocze powołane przez papieża Franciszka podczas Synodu o synodalności w 2024 r. stopniowo publikują swoje –wysoce kontrowersyjne – ustalenia.
Są one zgubnie podobne pod dwoma względami:
-
Swoją nieufnością wobec centralnych dogmatów nauki katolickiej, które mylą z systemem myślenia ograniczonym czasowo, zamiast uznać je za pełne i wyczerpujące przekazanie Bożego objawienia obecnym i przyszłym pokoleniom; oraz
-
w swojej próbie dostosowania się do panujących ideologii poprzez tak zwaną „zmianę paradygmatu z sztywnego dogmatyzmu na przyjazne ludziom podejście duszpasterskie”, aby zyskać uznanie ich zwolenników.
Nie zaprzeczają oni otwarcie prawdom objawionym. Ignorują je jednak i budują obok nich swój własny dom chrześcijaństwa wygodnego i dostosowanego do świata.
Aby zmylić naiwnych współwyznawców, przyozdabia się to biblijnymi i brzmiącymi duchowo frazesami: „to, co Duch mówi do Kościołów”, rozeznanie zamiast potępienia, miłosierny i wszystko akceptujący Jezus przeciwstawiony rygorystycznym nauczycielom prawa i konserwatywnym profesorom teologii uwięzionym w swoich systemach, którzy bardziej troszczą się o wierność literze prawa i sztywnej doktrynie niż o ludzi w ich słabości i wrażliwości. Lekceważąc lub ignorując tradycję katolicką, prowadzi to do sofistycznie przesadnego twierdzenia, że grzech nie polega na świadomych i dobrowolnych czynach sprzecznych z przykazaniami Bożymi, ale raczej na odmowie wszechogarniającego miłosierdzia wobec tych, którzy nie mogą lub nie chcą ich wypełniać.
Kościół istotnie naucza, że Chrystus umarł na krzyżu za grzechy wszystkich ludzi i że Duch Święty nie odmawia Bożej łaski nikomu, kto nawraca się na Ewangelię, aby mógł prowadzić nowe i święte życie idąc za Chrystusem. Tylko z tego powodu Apostoł może powiedzieć do ochrzczonych: „abyście już nie postępowali tak, jak postępują poganie, z ich próżnym myśleniem … trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec się w człowieka nowego, stworzonego na obraz Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości” (Ef 4, 17, 22–24).
W kontekście synodów biskupów i krajowych dróg synodalnych w Kościołach lokalnych wciąż powraca ulubiony temat niektórych biskupów, teologów i świeckich, którzy są w zgodzie z duchem czasu. Zamiast prowadzić ludzi do Boga-człowieka Jezusa Chrystusa, jedynego i prawdziwego Pośrednika między Bogiem a ludźmi, widzą przyszłość Kościoła – w sposób monotematyczny i duchowo ograniczony – w przyjęciu ideologii genderowej i tęczowej.
W ten sposób narażają wręcz widzialną jedność Kościoła w prawdzie Chrystusa, którą sam Pan, jako Głowa Kościoła, powierzył całemu Kolegium Biskupów wraz z papieżem i pod przewodnictwem Papieża jako osobistego następcy św. Piotra na Stolicy Rzymskiej.
Prywatne, a nawet paraliturgiczne błogosławieństwo par tej samej płci oraz par heteroseksualnych pozostających w związkach nieregularnych opiera się na heretyckim zaprzeczeniu objawionej prawdy, że Bóg stworzył ludzi jako mężczyznę i kobietę.
Jezus, który w swojej osobie jest Drogą, Prawdą i Życiem, potwierdził pierwotną wolę Stwórcy wbrew kazuistyce faryzeuszy dotyczącej rozwodów i ostatecznie objawił, że mężczyzna i kobieta stają się jednym ciałem jedynie poprzez przysięgę małżeńską (por. Mt 19, 3–9). Tak więc w małżeństwie mężczyzna i kobieta tworzą osobistą i seksualną jedność dwojga w jednym, we wzajemnej miłości, we wspólnym życiu i w otwartości na przyjęcie potomstwa, którym Bóg pragnie ich obdarzyć. I tylko mężczyzna i kobieta w związku małżeńskim są błogosławieni przez Boga, aby byli płodni, rozmnażali się, napełniali ziemię i panowali (mądrze) nad wszystkimi innymi stworzeniami na ziemi (por. Rdz 1, 28). W Piśmie Świętym ani w całej tradycji Kościoła nie ma wzmianki o błogosławieństwie dla osób pozostających w związkach cudzołożnych, nie ma też żadnej wskazówki, że biskupi są upoważnieni do udzielania lub zezwalania na fałszywe i bluźniercze błogosławieństwa.
Błogosławieństwo liturgiczne lub prywatne (benedictio = aprobata), dzięki któremu jesteśmy błogosławieni w Chrystusie, jest modlitwą Kościoła ufającego w Bożą pomoc i wsparcie dla ludzi, aby mogli rozwijać się we wszystkim, co dobre, a bynajmniej nie jest potwierdzeniem życia sprzecznego z Bogiem w grzechu. Ludzka słabość nie może być wymówką, ponieważ Duch Święty pomaga nam swoją łaską, której Bóg nie odmawia nikomu, kto szczerze o nią prosi (por. Rz 8, 26).
Natomiast o tych, którzy „przemieniają prawdę Bożą w kłamstwo” i zastępują Boży ład własnymi ideologiami oraz wymyślonymi przez siebie pseudo teologiami pomieszanymi z socjologią i psychologią, apostoł mówi, że myślą oni błędnie i żyją w grzechu, co oznacza śmierć życia w łasce. Znając jednakże swoje przewinienia, zgadzają się wręcz z tymi, którzy postępują w taki sposób, sprzeczny z wyrokiem Bożym (por. Rz 1, 25-32).
W reakcjach lobby pro-LGBT w Kościele na publikację raportu odpowiedniej synodalnej grupy roboczej oraz na błogosławieństwa pozamałżeńskich związków seksualnych – nawet tych udzielanych przez biskupów – otwarcie przyjmuje się heretycką relatywizację małżeństwa naturalnego i sakramentalnego. Przedstawia się to jako pierwszy krok w kierunku uznania ideologii LGBT, która propaguje nie co innego jak materialistyczną wizję ludzkości bez Boga, Stwórcy, Odkupiciela i Czyniącego ludzkość doskonałą.
Każdy, kto jako nauczyciel wiary i pasterz wiernych wyznaczony przez Chrystusa jest prawdziwie zainteresowany wewnętrznym pokojem duszy i wiecznym zbawieniem powierzonych mu wiernych, nie czyni z ludzi znajdujących się w sytuacjach trudnych igraszek bezbożnej ideologii ani narzędzi własnego pragnienia wyróżnienia się w środowisku woke, ale raczej osobiście kieruje ich ku Jezusowi Chrystusowi, Synowi Bożemu. „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz poddanego próbie pod każdym względem podobnie [jak my] – z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili” (Hbr 4,15-16).
Bo tylko On jest prawdziwym Mesjaszem i tylko On może pomóc każdemu człowiekowi, bez wyjątku, wyjść z każdego duchowego cierpienia i wszystkich emocjonalnych zawirowań – w przeciwieństwie do światowych zbawców, których doktryny samoodkupienia tak często prowadziły ludzkość do zguby. Ideologia gender stoi w bezpośredniej sprzeczności z antropologią chrześcijańską. A wraz ze swoimi arbitralnie wymyślonymi 60–80 płciami stoi również w bezpośredniej sprzeczności z naukami biologicznymi. Narusza zdrowy rozsądek, który wie, że każda pojedyncza istota ludzka jest owocem zjednoczenia swego ojca i matki.
Wraz z ideologią „woke” – wywodzącą się pierwotnie z myśli ateistyczno-materialistycznej – do Kościoła katolickiego wkradła się destrukcyjna herezja i schizmatycka siła powodująca podziały, która w zakresie swojej sprzeczności z objawioną prawdą Bożą odpowiada manicheizmowi lub pelagianizmowi.
A studium historii Kościoła uczy nas: tylko dzięki nieustannemu przeciwstawianiu się Magisterium papieży i soborów oraz intelektualnej sile wielkich Doktorów Kościoła, od Augustyna po Tomasza z Akwinu i Johna Henry'ego Newmana, udało się zapobiec tym i innym egzystencjalnym zagrożeniom dla Kościoła. Wszystkie imperia stworzone przez człowieka i ateistyczne bastiony myśli muszą prędzej czy później upaść. Jednak bramy piekielne nie przemogą Kościoła, ponieważ Jezus, Syn Boga żywego, zbudował go na skale św. Piotra.
25.05.2026
Zielone Świątki – refleksje
Właśnie wczoraj była Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Miałem zamiar pisać o Jego darach. Ale wokół nas wszystko tak szybko się zmienia, że postanowiłem napisać swoje refleksje na obecną chwilę. Te dni pokazują, jak wiele dobra jest wśród Polaków. Znany influencer przejechał rowerem przez całą Polskę, aby zebrać znaczną kwotę dla chorego dziecka. Jakiś ksiądz również prowadził zbiórkę pieniędzy dla dziecka chorego na raka. Wśród nas jest wiele osób, które bezinteresownie pomagają innym, samotnym, chorym, sąsiadom, czy znajomym. Wiele osób, które nie mogą pomagać osobiście, pomaga indywidualnie finansowo. Nie wszystkim jest dane, ze względów życiowych, pomagać w ten sposób. Ale możemy każdego dnia modląc się prosić o jakąś łaskę dla kogoś. Na ogół nie będziemy widzieć reakcji Pana Boga na nasze modlitwy. Każda modlitwa jest jak kropla, a wiele kropel może utworzyć bardzo wielką rzekę. Dobrzy ludzie muszą się zjednoczyć w dobru prosząc Ducha Świętego o jedność, mądrość i roztropność. Jedność nawet w sprawach politycznych daje rezultaty. Właśnie w moim mieście, choć wydawało się to niemożliwe, nastąpi zmiana władzy, co do której społeczeństwo miało wiele zastrzeżeń. Dzisiaj zaczyna panować przekonanie, że prawo jest takie, jak uważają władcy tego świata. Na ziemi praktycznie nie ma ludzi, którzy nie niosą jakiegoś krzyża. Nie bądźmy obojętni na prośby o radę w Internecie. Jeśli coś podobnego zdarzyło się w naszym życiu i wyszliśmy z tego cało i nie utraciliśmy wiary – podzielmy się tym. Może to być dla proszącego o radę ratunkiem w drodze do wiecznego szczęścia.
Dzisiaj, kiedy Polska wymiera z braku urodzeń rząd umożliwia pewnym ludziom korzystanie z takich przywilejów jak tradycyjne małżeństwa. Moralność niektórych narodów również ulega zmianom, odmiennie tłumacząc Ewangelię i zamiast wspierać rodziny wspiera się moralność zepsutego świata. W jednym z czasopism polskich związanych z duchowością znany ze swoich nowoczesnych poglądów ksiądz profesor namawia do zmiany postaw ludzi wierzących w stosunku do aktualnych przykazań dotyczących moralności. Jako przykład podane jest w artykule świadectwo nowego (dzięki wprowadzeniu niekonstytucyjnych przepisów) małżeństwa tej samej płci. Ludzie ci twierdzą, że są bardzo szczęśliwi. Cóż będą mieli te same przywileje co rodziny wychowujące dzieci. Podobnie komisja synodalna nr 9 powołana przez poprzedniego papieża w opublikowanym niedawno sprawozdaniu uzasadniała konieczność zmian postawy kościoła w tej sprawie wbrew katechizmowi Kościoła Katolickiego. Grzech przestaje być według tejj opinii grzechem i jest akceptowalny. Błagajmy Ducha Świętego o mądrość dla naszego papieża, aby nie szedł za duchem świata i nowoczesnego modernistycznego podejścia do prawd wiary i tradycji 2000 letniego kościoła. Mówi się teraz, że dla każdego jest teraz miejsce w kościele, bo Pan Jezus przyszedł do grzeszników. Ale czy powiedział celnikowi:- chodź za Mną i dalej oszukuj, bo taki się urodziłeś. Czy kobiecie grzeszącej powiedział- idź i dalej grzesz, bo jesteś taka biedna, bo taka się urodziłaś. Zawsze mówił chodźcie za Mną i nawracajcie się. Gdy uzdrawiał mówił : „ nie grzesz więcej”. Módlmy się wszyscy o nasz kościół, by wytrwał pokusy tego świata i o światło Ducha Świętego, mądrość dla naszych kapłanów i biskupów. Prośmy Matkę Przenajświętszą o wstawiennictwo za tymi, którzy ulegli duchowi tego bezbożnego świata. Każdy katolik po chrzcie św. i bierzmowaniu ma w sobie wiele darów Ducha Świętego. W naszym codziennym życiu często zakopujemy je zaślepieni duchem świata. Prośmy też dla siebie o dar światła Bożego w naszym życiu i mądrość. Inaczej zagubimy się słuchając, wydawałoby się, mądrych nauk nauczycieli nowego kościoła. Według nich kościół powszechny ma być różnorodny i dostosowany do nowego świata. Ten kościół, w którym byłem ochrzczony, byłem do komunii i bierzmowania, którego się nie wyrzeknę jest podobno zacofany wobec dzisiejszych światowych wymagań. Wygrywa nowe spojrzenie na moralność, nowoczesna światowa interpretacja Pisma Świętego i przykazań. W krajach zachodnich, a zwłaszcza w kościele niemieckim moralność głoszona jest przez ludzi, a nie przez nasz tradycyjny kościół. Ołtarz, na którym odbywa się Eucharystia zaczyna być coraz częściej dekorowany kolorami ideologii o nowej moralności, pod którą podchodzą również ludzie tolerujący aborcję i eutanazję. Zamiast flag papieskich mamy na kościołach kolorowe flagi. Módlmy się za Polskę i za nasz kościół pamiętający czasy Świętego Jana Pawła II. Mam już trochę lat. Może niedługo nadejdzie mój czas, ale nigdy nie wyrzeknę się tego, co kościół głosił za mojego dzieciństwa i młodości. Bóg był, jest i będzie zawsze niezmienny, tylko ludziom, którym teraz żyje się świetnie, jest niewystarczający. Próbują Go zmienić w obronie swoich zachcianek. W nowoczesnym modernistycznym kościele ma się tolerować wszelkie pomysły ludzkie, a nawet grzechy. Bóg, ponieważ jest miłosierny ma automatycznie wybaczać i każdego wprowadzić do nieba. Nie istnieje sprawiedliwość, więc po co żal za grzeszne życie i po co pokuta.
31 maj 2026
Duch Święty w moim życiu.
Chrystus mówił o Duchu Pocieszycielu. Wspominał, że On ma przyjść i wszystko nam przypomnieć. O czym Duch Święty ma nam przypomnieć? On ma nam przypomnieć czas przed wniebowstąpieniem. Jezus poszedł do nieba, a my bylibyśmy bez Ducha Świętego dokładnie w takiej samej sytuacji, jak byliśmy przed narodzeniem Jezusa. Sytuacja wprawdzie nie byłaby identyczna. Ludzie, mieli by wspomnienia o Jego życiu. Pamiętaliby go jako dobrego człowieka, który czynił cuda, miał niesamowity dar nauczania o Bogu i dobru i został za swoją działalność niesprawiedliwie skazany. Strzępki wiedzy o Nim pozostałyby w pamięci ludzi. Niektórzy by mówili: „ chciałbym być taki jaki był Pan Jezus na ziemi.” Na pewno prawda o Nim, jak prawda o wielu ludziach, szybko zaczęłaby się gmatwać. Ludzie nie mogą dojść do porozumienia na temat życiorysów ludzi, którzy jeszcze żyją, a co dopiero o tych, co już odeszli, o ich zasługach. Duch Święty daje nam poznanie prawdziwej i jedynej prawdy Ewangelii. Bez Ducha Świętego wszystko dotyczące wiary byłoby dla nas ciężkie do zrozumienia. On pomaga nam przyjąć prawdy wiary w sposób dla nas przyswajalny. Inaczej byłoby tak, jakbyśmy pili kawę tylko, że jej ziarna byłyby nie zmielone. Niby były by wszystkie składniki, lecz kawa byłaby nie do wypicia. Ale to nie wszystko. Zwracając uwagę na tradycję kościoła odnosimy się do dwóch rodzajów łask Ducha Świętego. Pierwszy rodzaj to łaski, które czynią człowieka miłym Bogu oraz te, które są nam dane darmo. Dary te, które czynią cię miłym Bogu - to łaska uświęcająca - trwały stan duszy oraz łaska uczynkowa, która oświeca umysł i umacnia wolę, aby czynić to, co właściwe. Istnieją też łaski, darmo dane. Do tych łask należą na przykład dary charyzmatyczne, czy powołanie do kapłaństwa. Łaski te są darmo dane całemu kościołowi, dla jego dobra. Duch Święty udziela ich tylko wtedy, gdy służą jego budowaniu. Nie można na nie zasłużyć, ponieważ są darmowe. To znaczy, że nie są nagrodą za cnotę, ani owocem osobistej świętości. Nie możesz ich wyprosić. Bóg może je udzielić, albo nie. Nie możesz ofiarować czegoś, żeby je otrzymać. Nie możesz zrobić też niczego, by je zdobyć, są całkowicie darmowe i zależą wyłącznie od Boga, a Pismo Święte mówi, że Duch daje je komu chce. Dary Ducha Świętego otrzymujemy na chrzcie św. i bierzmowaniu. Pięćdziesiątnica była tylko raz i więcej jej nie będzie. Dary jakie otrzymaliśmy od Ducha Świętego często zakopujemy w swoim wnętrzu ulegając codziennie natłokowi świata lub tracąc wiarę. Bierzmowanie w moim życiu było okresem, po którym praktycznie moja wiara stała się iluzoryczna. Gdyby po kilku latach nie byłoby interwencji Matki Bożej w moim sercu, w Częstochowie pewno zapomniałbym czym jest wiara. Pod koniec studiów trafiłem do duszpasterstwa akademickiego. Moja siostra chodziła do duszpasterstwa związanego z Odnową w Duchu Świętym. Ponieważ wracała późno do domu poprosiła mnie o to, abym chodził razem z nią. Byłem sceptycznie nastawiony do tego duszpasterstwa. Wydawało mi się jakieś dziwaczne. Jednak już pierwszego dnia po mszy św. i krótkiej tradycyjnej modlitwie zapragnąłem tam zostać. Z perspektywy czasu widzę, że to duszpasterstwo było odmienne od wielu dzisiejszych związanych z odnową w Duchu Świętym. Podstawą była msza św., sakramenty, a dopiero później modlitwy uwielbienia Boga i prośby do Ducha Świętego. To był czas komuny. Dla wielu modlitwa była chwilą wolności w komunistycznym kraju. Byli wśród nas ludzie donoszący władzom, co się tam dzieje w tych duszpasterstwach. Takie były czasy. Ja poczułem działanie Ducha Świętego w czasie krótkich rekolekcji w Zakopanem, kiedy wszyscy modlili się do Ducha Świętego o prowadzenie wspólnoty, za duchownych i animatorów. Nagle miałem niesamowite doświadczenie. Przyszła ogromna radość - inna perspektywa wiary, pragnienie bycia sercem przy Bogu, a fizycznie to odczucie takie jak, obmycie się w gorący dzień pod prysznicem. Normalnie ci, którzy chcieli poprosić o modlitwę odnowienia darów, które kiedyś otrzymali wraz z sakramentami, musieli wcześniej odnowić swoją wiedzę z Pisma Świętego i korzystać z wykładów osób duchownych. Dwa razy w tygodniu kościół podczas mszy św. wspólnotowej był pełny po brzegi, a później kapitularz, gdzie w modlitwie i śpiewie oddawano chwałę Bogu. Były również prośby do Ducha Świętego o rozeznanie dotyczące wspólnoty. W grupkach modlono się do Boga zawsze korzystając z tradycyjnych modlitw uwielbienia i modlitwy serca. Modlono się również do Ducha Świętego za osoby proszące o modlitwę w trudnych dla siebie sprawach. Była też modlitwa w językach – tak, ale można było być pewnym, że ci którzy się tak modlą, starają się w życiu być jak najbliżej Boga. Bardzo ważna była modlitwa na adoracji Najświętszego Sakramentu. Były też widoczne owoce działania Ducha Świętego, jak na przykład, udział osób w ramach różnej pomocy charytatywnej, jedność, zrozumienie, serdeczność i wzajemna życzliwość. Przenosiło się to również na spędzanie wolnego czasu – wycieczki, rekolekcje, wspólne imprezy typu Sylwester, czy ostatki w wynajętych salach. Były również uzdrowienia, ale głównie w sferze duchowej.Ludzie często całkowicie zmieniali swoje nastawienie do wiary, czuli obecność Boga w swoim życiu. Nie było jakiś spektakularnych uzdrowień w sferze zdrowotnej. Od mojego odejścia ze wspólnoty w codzienne życie minęło już 37 lat. Co się stało z tymi ludźmi? Zawiązało się dużo małżeństw wspólnotowych, cześć osób poszła do zakonów, inni stali się oddanymi Bogu świeckimi. Ale nie wszyscy. Ci, którzy ze wspólnoty wynieśli tylko to, co było przyjemne, nie pogłębili wiary w momencie, gdy zabrakło spotkań i wspólnej modlitwy, zanurzyli się całkowicie w codzienności oddalając od Boga. Dzisiaj, o ile mi zdrowie pozwala, chodzę do rówieśniczej Grupy Odnowy. Spotkania nasze to – msza św., adoracja i przeważnie tradycyjne modlitwy kościoła. Dlaczego o tym piszę? Dzisiaj, wiele sekt, czy też grup związanych z protestantami chwali się swoimi modlitwami do Ducha Świętego. Ich spotkania często wyglądają jak koncerty, podczas których modlą się językami i proszą Ducha Świętego o uzdrowienia z chorób dla osób tam zgromadzonych. Niezależnie od tego, czy są wierzący, czy nie. Nie wiadomo, jak posługują się tzw. darem języków. Od kogo go mają (czy na pewno od Boga) jeśli nie korzystają z sakramentów. Nie można tego zweryfikować, bo nikt nie rozumie tych słów. Te spotkania są bez mszy św. i sakramentów. Są to spotkania dla wszystkich przyjemne, po których czują się uduchowieni. Kiedy jedno się skończy marzą, aby iść jak najszybciej na następne, choćby mieli daleko jechać. Tym bardziej, że prawie zawsze, prowadzący ogłaszają liczne uzdrowienia z przeróżnych chorób. Kiedy ludzie wracali ze spotkania z panem Kaszpirowskim wiele osób twierdziło, że czyje się dużo lepiej. Pan Haris też uzdrawiał, ale nie mocą Bożą.
Dlatego chodząc na spotkania jakiś grup trzeba patrzeć na ich związek z historyczną tradycją kościoła katolickiego. Inaczej jest to naprawdę niebezpieczne. To samo dotyczy takich zjawisk jak upadek w duchu czy inne tego typu praktyki, które często mają bardzo duże podobieństwo do hipnozy i wpływu zła. Skąd można wiedzieć, że to, co mówią, w jakiś językach nie pochodzi od demona? Jeśli się tego nie rozumie, nie można mieć pewności. Oczywiście niektórzy z nich odpowiedzieliby, że mogą odczuwać ducha, jednak Szatan może przybrać postać anioła światłości i dawać wszelkiego rodzaju pocieszenia. Zesłanie Ducha Świętego jest wydarzeniem wyjątkowym. Wielu uważa, że ruchy charyzmatyczne są tożsame z Pięćdziesiątnicą. W istocie zesłanie Ducha Świętego polega na wylaniu Ducha Świętego na apostołów i Maryję. Wylanie to spowodowało kilka skutków. Pierwszym i najważniejszym skutkiem było to, co większość teologów i ojców kościoła uważa za założenie kościoła katolickiego. Gdy Chrystus był na ziemi, położył fundament, ale odniesienie do Jego kościoła zawsze było w czasie. Na przykład, gdy mówił do Piotra:” Ty jesteś skałą, a na tej skale zbuduje mój kościół” Powiedział - nie kościoły, lecz kościół. To oznacza, że dla Boga istnieje tylko jeden kościół - kościół katolicki, powszechny, który On ustanowił i który posiada od Boga prawa do depozytu wiary oraz sakramentów. Duch Święty w miarę czasu ubogacał rozwój kościoła przez dwa tysiące lat. Wyglądało to jakby z jednego konaru pojawiały się nowe gałęzie.
Dzisiaj nagle twierdzi się jak na zawołanie, że podczas rozmów w Duchu Świętym, w ramach synodalności, kościół otwiera się na świat. Nigdy tego nie było przez dwa tysiące lat, aby Duch Święty tworzył nową Ewangelię, która zaprzecza magisterium kościoła i nawet obecnemu Katechizmowi Kościoła Katolickiego. Realizowane jest całkowite odwrócenie nauki kościoła (grzech nie jest grzechem) – dokument komisji synodalnej nr 9. Rozmontowywana jest również hierarchiczna struktura kościoła. Widać to zwłaszcza w przodującym w synodalności Kościele Niemieckim. Jest zupełne inne podejście do moralności i grzechu (relatywizm sumienia).Módlmy się do Ducha Świętego o wytrwanie i nie pobłądzenie, kiedy głoszone są przez niektórych hierarchów słowa o różnorodności kościoła. Uległość wobec grzesznego świata powoduje chaos. W rozeznaniu prawdy może nam pomóc odpowiedź, czy nowe nauki przynoszą owoce Ducha Świętego. On zawsze prowadzi do jedności i wierności prawdzie Ewangelii.
Ciąg dalszy w następnym miesiącu

Szukajmy dobra
W sercu maja, miesiąca obfitującego w życie, zapraszamy Cię do praktyki dostrzegania i pielęgnowania dobra. Niezależnie od tego, kim jesteś i skąd przybywasz, każdy z nas ma w sobie potencjał do czynienia dobra i odnajdywania go wokół siebie. Niech ten miesiąc będzie okazją do świadomego poszukiwania pozytywnych aspektów w każdej sytuacji.

Wierność jako fundament
Podczas gdy maj rozkwita w pełni, przypominamy sobie o wartości wierności. Wierność zasadom, wierność bliskim, wierność sobie i swoim przekonaniom. To filar, na którym budujemy trwałe relacje i osiągamy głębsze zrozumienie życia. Zachęcamy do refleksji nad tym, co dla Ciebie oznacza wierność i jak możesz ją pielęgnować na co dzień.

Inspiracja do działania
Po lekturze tych słów, niech maj 2026 stanie się dla Ciebie miesiącem odnowy i świadomego poszukiwania dobra. Zainspiruj się do pielęgnowania wierności w swoim życiu i dzielenia się nią z innymi. Niech każdy dzień przyniesie Ci nowe okazje do wzrostu i pozytywnych doświadczeń.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador