Pierwsze wyjazdy

W tym wpisie dzielę się moimi wspomnieniami z wyjazdów, które były dla mnie odkryciem piękna stworzenia. Mam nadzieję, że ta podróż pozwoli Wam odnaleźć nadzieję i radość.

40 lat temu - Medjugorie świadectwo

 

40 lat temu byłem w Medjugorie. Było ono zupełnie inne, niż dzisiaj, minęło wtedy dopiero cztery lata od początku objawień. To był czas komunizmu i sprawy kościelne były tępione przez ówczesne komunistyczne władze państwowe. Sprawa objawień również w kościele budziła wątpliwości.

Jak doszło do wyjazdu i jakie były moje przeżycia piszę poniżej.

Dopiero co rozpocząłem pracę, a już otrzymałem powołanie do wojska. Wtedy właśnie na ogłoszeniach w jednym z kościołów dowiedziałem się o objawieniach w Medjugorie. Choć byłem  bardzo zainteresowany, na wyjazd wtedy nie było szans. Wojsko minęło i któregoś dnia jedna z osób w mojej wspólnocie rzuciła hasło: „może by tam pojechać.” Chętnych było bardzo dużo.  Później jak się okazało starczyło na kompletne wypełnienie trzech autobusów. Po jakimś czasie znaleziono księdza, który by z nami pojechał. Decyzją kościoła nie wolno było w tym czasie organizować oficjalnych pielgrzymek do miejsca objawień. Załatwianie biura turystycznego, które by ten wyjazd  zorganizowało oraz załatwienie paszportów trwało prawie pół roku. Ludzie musieli sobie załatwić dolary, a ja dodatkowo zgodę wojska na wyjazd, ponieważ byłem wcześniej w lotnictwie. Jugosławia była wtedy uważana przez blok komunistyczny jako państwo zachodnie. Nadszedł dzień wyjazdu. W drodze - radość z pielgrzymki i gwar były wymieszane z modlitwą. Na pierwszej granicy wyrzucono do kontroli część bagaży, zarówno po stronie polskiej jak i czechosłowackiej. Po przejechaniu granicy uderzył mnie brak kościołów, a na wioskach wszędzie na słupach zamontowane głośniki propagandowe. Granica z Węgrami przeszła bez bólu. Ale za to w autobusie pękła opona i zmieniono częściowo trasę. Nocowaliśmy w hotelu, który był w pomieszczeniach pięknego zameczku. Węgry to był już inny świat. Brak kolejek, świetne zaopatrzenie w sklepach. Patrzyliśmy na to ze zdziwieniem. Spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka, choć był to początek maja pojawiła się śnieżyca, która towarzyszyła nam aż do gór Dynarskich. Nie mieliśmy ciepłych ubrań. Granica z Jugosławią to kilka godzin stania w korku. W Jugosławii mieliśmy dwa postoje. Jeden - to msza św. w przepięknym kościółku, podczas której był chrzest miejscowego dziecka, a drugi -w gospodzie w górach. Przewodniczka ostrzegła nas, żeby nie wdawać się w rozmowę z ludźmi miejscowymi. Siedzieli oni w grupach, w przeciwległych kątach lokalu. Powodem ostrzeżenia było to, że były to grupy nienawidzące się nawzajem od dziesiątków lat i niewielka iskra mogła spowodować katastrofę. Po przejechaniu gór ze wspaniałymi widokami zatrzymaliśmy się w Mostarze. Miasto wyglądało wtedy tak, jak te na zachodzie. Robiliśmy sobie zdjęcia przy zabytkowym moście. Wieczorem dotarliśmy do Medjugorie, gdzie spotkała nas niespodzianka. Na postoju stali mieszkańcy, którzy zabrali nas na noclegi zupełnie za darmo. Prawie nie było żadnych pielgrzymów. Obiady ofiarowali nam przez cały tygodniowy pobyt wolontariusze z Włoch.  Wiedzieli, że w Polsce nie było wtedy łatwo. Zaczął się czas modlitwy. Był bogaty program. Codziennie msza św., modlitwy i jedno poważniejsze wydarzenie. Było to uczestnictwo, w objawieniu, które wtedy było w kościele, wyprawa na Kriżawec, Podbrdo oraz rozmowy z tamtejszymi ojcami i z Wicką. Byliśmy rozrzuceni nawet do trzech kilometrów od kościoła. Ja musiałem iść dwa kilometry przez pola. Dzisiaj to wszystko jest już zabudowane. Wtedy ta miejscowość wyglądała na zwykłą wioskę, tyle tylko, że mieszkańcy przyjmowali zalecenia Matki Bożej z objawień i byli niezwykle rozmodleni i mili.

Z czym pojechałem ? Otóż prosiłem o rozeznanie swojej przyszłości oraz dla modlitwy. Już wtedy były tam masowe spowiedzi. Dzień objawienia Matki Bożej był wielkim przeżyciem, tym bardziej, że było to w kościele. Odbywało się podobnie jak dzisiaj. Zaczynało się od różańca odmawianego przy pełnym kościele. Później cisza i objawienie, a później znów modlitwa. Bardzo szybko otrzymaliśmy tłumaczenie orędzi. Poza wewnętrznym przeżyciem nie odczułem wtedy nic niezwykłego. Wyjścia na Kriżawec, czy na Podbrdo były dla mnie czasem na wewnętrzną modlitwę. Wędrówka na Kriżawec była w solidnym upale, ale jakoś wszyscy dobrze to znieśli i oddali się modlitwie. Rozmowy Wicką (na zdjęciu w środku grupy) i zakonnikami były pełne wspomnień jak to się zaczęło, o prześladowaniach i ogólnie o tajemnicach. To co mnie uderzyło to ostrzeżenia Matki Bożej przekazane poza oficjalnymi orędziami, że jeśli ludzie się nie nawrócą przyjdą tragiczne czasy.  Matka Boża prosiła  wciąż o modlitwę, wierność Bogu, o pokutę i oddanie więcej czasu dla Boga. Wtedy dopiero będzie możliwy pokój w sercach ludzi i pokój na świecie. Po tygodniu był powrót, który tym razem minął szybko i bez przygód na granicach. Jedynym naszym zmartwieniem były przewożone przez nas ogromne ilości poświęconych różańców i innych akcesoriów religijnych, aby nie zostały wykryte na granicach i skonfiskowane. Dla większości z nas, którzy tam byli owoce duchowe i życiowe pojawiły się później. Ewidentną pomoc zauważyliśmy szybko wtedy, gdy jeden z kolegów na postoju zgubił paszport w zaroślach i to nie przy samej drodze. Zorientował się  dopiero po przejechaniu prawie 20 kilometrów. Paszport został odnaleziony w kilka minut. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest marne. Owoce tego wyjazdu pojawiły się już niedługo. Ksiądz, który był z nami na pielgrzymce zaczął odprawiać w swojej parafii, w dniach objawień, identyczną mszę, jak w Medjugorie poświęcając kazanie na omawianie orędzi. Niektórzy zaangażowali się w gazetkę z informacjami bieżącymi i aktualnymi przesłaniami/ Internetu jeszcze nie znano./ Każdy praktycznie po przyjeździe odczuł pomoc Matki Bożej w swoich sprawach. Jeśli chodzi o mnie, to rok po powrocie, dokładnie w pierwszą rocznicę, pewien ksiądz niespodziewanie kazał mi obiecać, że będę szanował dziewczynę, którą Bóg postawi na mojej drodze. I faktycznie niedługo, po dziwnym zatruciu na rekolekcjach, tak jak wcześniej opisywałem, poznałem swoją przyszłą żonę. Nasz ślub kościelny odbył się też  w rocznicę wyjazdu do Medjugorie i dodatkowo wtedy również otrzymaliśmy przydział mieszkania, co w tamtym czasie było bardzo trudne. Na koniec refleksja. Matka Boża apelowała o nawrócenie i modlitwę o pokój. Któregoś dnia w telewizji z przerażeniem zobaczyłem roztrzaskany pociskami kościółek, w którym kiedyś byliśmy. Tak samo wyglądała ulica.  A kiedy robiłem zdjęcia przejeżdżając przez Sarejewo, na zdjęciu, nad panoramą miasta pojawiły się smugi i cienie, jakby pociski spadały z nieba. Zawsze można sobie wytłumaczyć,  że zdjęcie zostało prześwietlone. Tylko dlaczego było uszkodzone tylko to jedno w całym filmie? Również zabytkowy most w Mostarze i cała okolica została zniszczona. Jugosłowianie odrzucili w tym czasie orędzia Matki Bożej  i rozpętała się wojna domowa. Podobnie było w Kibeho w Afryce, gdzie miało miejsce potworne ludobójstwo .Wybuch II wojny światowej zapowiadany był w Fatimie. Od tego czasu było bardzo wiele objawień zatwierdzonych przez kościół, gdzie Matka Boża nawołuje o nawrócenie i do modlitwy o pokój. Warunek z Fatimy dotyczący nabożeństwa odprawiania 5 pierwszych sobót nie wszędzie przyjął się w kościele. Nieliczne nabożeństwa są głównie w polskich kościołach. W Medjugorie Matka Boża wciąż o to prosi oraz o modlitwy w intencji pokoju i  o nawrócenie. Świat reaguje w tej chwili zupełnie odwrotnie, odwracając się od Boga. Jak to się skończy?

Dalsze  wpisy w następne dni

  

 

 

 

Piękno stworzenia

26 czerwca to data, która na zawsze zapisała się w mojej pamięci jako początek czegoś nowego. To wtedy odbyłem moje pierwsze samodzielne wyjazdy, które otworzyły mi oczy na niesamowite piękno otaczającego nas świata. Każdy krajobraz, od majestatycznych gór po spokojne jeziora, przypominał mi o potędze i harmonii natury.

Odnalezienie nadziei

Te pierwsze wyjazdy były nie tylko okazją do podziwiania przyrody, ale także momentem głębokiej refleksji. Wśród ciszy i spokoju natury odnalazłem poczucie nadziei i siłę do pokonywania trudności. Uświadomiłem sobie, że nawet w najciemniejszych chwilach zawsze istnieje promyk światła, który może wskazać drogę naprzód.

„Każdy wyjazd to nowa lekcja, nowe spojrzenie na świat i przypomnienie o cudzie istnienia.”

Kim jestem, czego pragnę a Bóg