Pierwsze wyjazdy

W tym wpisie dzielę się moimi wspomnieniami z wyjazdów, które były dla mnie odkryciem piękna stworzenia. Mam nadzieję, że ta podróż pozwoli Wam odnaleźć nadzieję i radość.

40 lat temu - Medjugorie świadectwo

 

40 lat temu byłem w Medjugorie. Było ono zupełnie inne, niż dzisiaj, minęło wtedy dopiero cztery lata od początku objawień. To był czas komunizmu i sprawy kościelne były tępione przez ówczesne komunistyczne władze państwowe. Sprawa objawień również w kościele budziła wątpliwości.

Jak doszło do wyjazdu i jakie były moje przeżycia piszę poniżej.

Dopiero co rozpocząłem pracę, a już otrzymałem powołanie do wojska. Wtedy właśnie na ogłoszeniach w jednym z kościołów dowiedziałem się o objawieniach w Medjugorie. Choć byłem  bardzo zainteresowany, na wyjazd wtedy nie było szans. Wojsko minęło i któregoś dnia jedna z osób w mojej wspólnocie rzuciła hasło: „może by tam pojechać.” Chętnych było bardzo dużo.  Później jak się okazało starczyło na kompletne wypełnienie trzech autobusów. Po jakimś czasie znaleziono księdza, który by z nami pojechał. Decyzją kościoła nie wolno było w tym czasie organizować oficjalnych pielgrzymek do miejsca objawień. Załatwianie biura turystycznego, które by ten wyjazd  zorganizowało oraz załatwienie paszportów trwało prawie pół roku. Ludzie musieli sobie załatwić dolary, a ja dodatkowo zgodę wojska na wyjazd, ponieważ byłem wcześniej w lotnictwie. Jugosławia była wtedy uważana przez blok komunistyczny jako państwo zachodnie. Nadszedł dzień wyjazdu. W drodze - radość z pielgrzymki i gwar były wymieszane z modlitwą. Na pierwszej granicy wyrzucono do kontroli część bagaży, zarówno po stronie polskiej jak i czechosłowackiej. Po przejechaniu granicy uderzył mnie brak kościołów, a na wioskach wszędzie na słupach zamontowane głośniki propagandowe. Granica z Węgrami przeszła bez bólu. Ale za to w autobusie pękła opona i zmieniono częściowo trasę. Nocowaliśmy w hotelu, który był w pomieszczeniach pięknego zameczku. Węgry to był już inny świat. Brak kolejek, świetne zaopatrzenie w sklepach. Patrzyliśmy na to ze zdziwieniem. Spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka, choć był to początek maja pojawiła się śnieżyca, która towarzyszyła nam aż do gór Dynarskich. Nie mieliśmy ciepłych ubrań. Granica z Jugosławią to kilka godzin stania w korku. W Jugosławii mieliśmy dwa postoje. Jeden - to msza św. w przepięknym kościółku, podczas której był chrzest miejscowego dziecka, a drugi -w gospodzie w górach. Przewodniczka ostrzegła nas, żeby nie wdawać się w rozmowę z ludźmi miejscowymi. Siedzieli oni w grupach, w przeciwległych kątach lokalu. Powodem ostrzeżenia było to, że były to grupy nienawidzące się nawzajem od dziesiątków lat i niewielka iskra mogła spowodować katastrofę. Po przejechaniu gór ze wspaniałymi widokami zatrzymaliśmy się w Mostarze. Miasto wyglądało wtedy tak, jak te na zachodzie. Robiliśmy sobie zdjęcia przy zabytkowym moście. Wieczorem dotarliśmy do Medjugorie, gdzie spotkała nas niespodzianka. Na postoju stali mieszkańcy, którzy zabrali nas na noclegi zupełnie za darmo. Prawie nie było żadnych pielgrzymów. Obiady ofiarowali nam przez cały tygodniowy pobyt wolontariusze z Włoch.  Wiedzieli, że w Polsce nie było wtedy łatwo. Zaczął się czas modlitwy. Był bogaty program. Codziennie msza św., modlitwy i jedno poważniejsze wydarzenie. Było to uczestnictwo, w objawieniu, które wtedy było w kościele, wyprawa na Kriżawec, Podbrdo oraz rozmowy z tamtejszymi ojcami i z Wicką. Byliśmy rozrzuceni nawet do trzech kilometrów od kościoła. Ja musiałem iść dwa kilometry przez pola. Dzisiaj to wszystko jest już zabudowane. Wtedy ta miejscowość wyglądała na zwykłą wioskę, tyle tylko, że mieszkańcy przyjmowali zalecenia Matki Bożej z objawień i byli niezwykle rozmodleni i mili.

Z czym pojechałem ? Otóż prosiłem o rozeznanie swojej przyszłości oraz dla modlitwy. Już wtedy były tam masowe spowiedzi. Dzień objawienia Matki Bożej był wielkim przeżyciem, tym bardziej, że było to w kościele. Odbywało się podobnie jak dzisiaj. Zaczynało się od różańca odmawianego przy pełnym kościele. Później cisza i objawienie, a później znów modlitwa. Bardzo szybko otrzymaliśmy tłumaczenie orędzi. Poza wewnętrznym przeżyciem nie odczułem wtedy nic niezwykłego. Wyjścia na Kriżawec, czy na Podbrdo były dla mnie czasem na wewnętrzną modlitwę. Wędrówka na Kriżawec była w solidnym upale, ale jakoś wszyscy dobrze to znieśli i oddali się modlitwie. Rozmowy Wicką (na zdjęciu w środku grupy) i zakonnikami były pełne wspomnień jak to się zaczęło, o prześladowaniach i ogólnie o tajemnicach. To co mnie uderzyło to ostrzeżenia Matki Bożej przekazane poza oficjalnymi orędziami, że jeśli ludzie się nie nawrócą przyjdą tragiczne czasy.  Matka Boża prosiła  wciąż o modlitwę, wierność Bogu, o pokutę i oddanie więcej czasu dla Boga. Wtedy dopiero będzie możliwy pokój w sercach ludzi i pokój na świecie. Po tygodniu był powrót, który tym razem minął szybko i bez przygód na granicach. Jedynym naszym zmartwieniem były przewożone przez nas ogromne ilości poświęconych różańców i innych akcesoriów religijnych, aby nie zostały wykryte na granicach i skonfiskowane. Dla większości z nas, którzy tam byli owoce duchowe i życiowe pojawiły się później. Ewidentną pomoc zauważyliśmy szybko wtedy, gdy jeden z kolegów na postoju zgubił paszport w zaroślach i to nie przy samej drodze. Zorientował się  dopiero po przejechaniu prawie 20 kilometrów. Paszport został odnaleziony w kilka minut. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest marne. Owoce tego wyjazdu pojawiły się już niedługo. Ksiądz, który był z nami na pielgrzymce zaczął odprawiać w swojej parafii, w dniach objawień, identyczną mszę, jak w Medjugorie poświęcając kazanie na omawianie orędzi. Niektórzy zaangażowali się w gazetkę z informacjami bieżącymi i aktualnymi przesłaniami/ Internetu jeszcze nie znano./ Każdy praktycznie po przyjeździe odczuł pomoc Matki Bożej w swoich sprawach. Jeśli chodzi o mnie, to rok po powrocie, dokładnie w pierwszą rocznicę, pewien ksiądz niespodziewanie kazał mi obiecać, że będę szanował dziewczynę, którą Bóg postawi na mojej drodze. I faktycznie niedługo, po dziwnym zatruciu na rekolekcjach, tak jak wcześniej opisywałem, poznałem swoją przyszłą żonę. Nasz ślub kościelny odbył się też  w rocznicę wyjazdu do Medjugorie i dodatkowo wtedy również otrzymaliśmy przydział mieszkania, co w tamtym czasie było bardzo trudne. Na koniec refleksja. Matka Boża apelowała o nawrócenie i modlitwę o pokój. Któregoś dnia w telewizji z przerażeniem zobaczyłem roztrzaskany pociskami kościółek, w którym kiedyś byliśmy. Tak samo wyglądała ulica.  A kiedy robiłem zdjęcia przejeżdżając przez Sarejewo, na zdjęciu, nad panoramą miasta pojawiły się smugi i cienie, jakby pociski spadały z nieba. Zawsze można sobie wytłumaczyć,  że zdjęcie zostało prześwietlone. Tylko dlaczego było uszkodzone tylko to jedno w całym filmie? Również zabytkowy most w Mostarze i cała okolica została zniszczona. Jugosłowianie odrzucili w tym czasie orędzia Matki Bożej  i rozpętała się wojna domowa. Podobnie było w Kibeho w Afryce, gdzie miało miejsce potworne ludobójstwo .Wybuch II wojny światowej zapowiadany był w Fatimie. Od tego czasu było bardzo wiele objawień zatwierdzonych przez kościół, gdzie Matka Boża nawołuje o nawrócenie i do modlitwy o pokój. Warunek z Fatimy dotyczący nabożeństwa odprawiania 5 pierwszych sobót nie wszędzie przyjął się w kościele. Nieliczne nabożeństwa są głównie w polskich kościołach. W Medjugorie Matka Boża wciąż o to prosi oraz o modlitwy w intencji pokoju i  o nawrócenie. Świat reaguje w tej chwili zupełnie odwrotnie, odwracając się od Boga. Jak to się skończy?

Dalsze  wpisy w następne dni

  

 

 

 

Nie jesteś sam. Nie trać nadziei. Nie zapominaj o Bogu.

Żyjemy w cywilizacji skupionych na sobie konsumentów, którzy za pomocą zgiełku i rozrywki usiłują zagłuszyć w sobie dojmujący brak sensu życia. Wiara wciąż ma siłę, by leczyć duszę człowieka i przywracać sens. Teraz nadchodzą wakacje. Różnie będą spędzane. Część osób z racji swojego zdrowia lub braku finansów będzie spędzać je w domu. Inni będą, tak jak cały rok, poświęcać się pracy. Część osób wyjedzie na urlopy, żeby spełnić swoje marzenia. Ale nie ma takiej osoby na świecie, która byłaby pewna, że wszystko będzie tak jak sobie zaplanowała. Moje wakacje, czy za młodych lat, czy też spędzane już żoną i dzieckiem zazwyczaj były udane. Ale nie zawsze. Był czas, gdy na kilka miesięcy oślepłem, miałem tylko poczucie światła. Innym razem był zawał przy schodzeniu z gór, czy wypadek nad morzem, który skończył się śmiercią kliniczną. Było też kiedyś ciężkie zapalenie płuc u dziecka, czy zagrażająca życiu choroba żony. Z perspektywy lat nie wyobrażam sobie wytrwania w tych ciężkich doświadczeniach bez Boga. Tylko wiara i zaufanie Mu uratowało mnie przed załamaniem i  pomogło wyjść cało z tych opresji. Nie znałem wtedy jeszcze historii o księdzu Dolindo, który mówił wszystkim, aby w trudnościach zawierzali  się Jezusowi mówiąc : „Jezu Ty się tym zajmij.”

Przeczytajcie i wsłuchajcie się, jak ksiądz Dolindo opisuje tę modlitwę „ Jezu, Ty się tym zajmij”  jednej z jego córek duchowych Elenie Mordel w liście  napisanym w 1940 roku, na początku wybuchu wojny.

Jezus do duszy:

Z jakiego powodu wzburzony ulegasz zamętowi? Oddaj mi swoje sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę powiadam wam, każdy akt prawdziwego, ślepego, pełnego oddania się Mi przyniesie owoc, jakiego pragniecie i rozwiąże najbardziej napięte sytuacje. Całkowicie zdać się na Mnie, nie oznacza walczyć, denerwować się i rozpaczać, a jednocześnie prosić Mnie niecierpliwie, bym to Ja po Twojej myśli przemienił wzburzenie w modlitwę. Całkowicie zdać się na Mnie znaczy zamknąć ze spokojem oczy duszy. Odsunąć niespokojne myśli i zamęt. Oddać się Mi tak, bym tylko Ja działał i powtarzać „Ty się tym zajmij”. Zamartwianie się, denerwowanie, myślenie o konsekwencjach zdarzeń jest wbrew oddaniu się Mi. To tak jak z dziećmi, które domagają się, by mamy zajęły się ich potrzebami, a jednocześnie same zaczynają tu mieszać utrudniając pomoc swoimi pomysłami.

Zamknij oczy i daj się ponieść prądowi mojej łaski. Zamknij oczy i nie myśl o bieżących sprawach. Odwróć wzrok od przyszłości, jak od pokusy. Odpocznij we Mnie, ufając w moją dobroć, a zapewniam cię na moją miłość, że kiedy zwrócisz się do Mnie z tą dyspozycją „Ty się tym zajmij” oddam się tej sprawie całkowicie. Pocieszę cię, wyzwolę i poprowadzę. I kiedy będę musiał poprowadzić cię inną drogą niż ta, którą zaplanowałeś będę ci przewodnikiem, wezmę na ramiona, przeprowadzę cię jak matka uśpione niemowlę na rękach na drugi brzeg. To twój racjonalizm, tok rozumowania, zamartwianie się i chęć, by za wszelką cenę zająć się tym, co cię trapi, wprowadza zamęt i jest powodem trudnego do zniesienia bólu. Ileż mogę zdziałać zarówno w sprawach duchowych, jak i materialnych, kiedy dusza zwróci się do Mnie i spojrzy na Mnie mówiąc Mi „Ty się tym zajmij.” Zamknij oczy i odpocznij. Otrzymujesz niewiele łask, kiedy się zamartwiasz. Wiele zaś łask spada na ciebie wraz  z oddaniem się Mi. W bólu i cierpieniu prosisz, bym działał, ale tak, jak ty tego chcesz. Nie zwracasz się do Mnie, a jedynie chcesz, bym się dopasował do twoich potrzeb i zamysłów. Nie jesteś chory, skoro prosząc lekarza o pomoc sugerujesz mu leczenie. Nie postępuj tak, ale módl się tak, jak was nauczyłem: „ Ojcze nasz, święć się Imię Twoje, czyli bądź pochwalony, uwielbiony w mojej potrzebie. Przyjdź królestwo Twoje, czyli niech wszystko, co się dzieje, przyczynia się do stwarzania twojego Królestwa w nas i na świecie. Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Czyli to Ty wejdź i działaj w tej mojej potrzebie tak, jak według Ciebie będzie lepiej dla mojego życia wiecznego i doczesnego. Jeśli powiesz mi naprawdę: „Bądź wola Twoja.”- czyli jakbyś powiedział „Ty się tym zajmij”. Wkroczę z całą moją mocą i rozwiążę najtrudniejsze sytuacje. Proszę, widzisz, że choroba postępuje zamiast zanikać? Nie burz się, zamknij oczy i ufnie powiedz:” Jezu, Ty się tym zajmij.” Niech się dzieje twoja wola. Ty się tym zajmij. Powiadam ci, że się tym zajmę jak lekarz. Uczynię nawet cud, jeśli będzie to potrzebne. Masz wrażenie, że stan chorego się pogarsza? Nie denerwuj się. Zamknij oczy i mów: „Ty się tym zajmij”. Powtarzam ci, że się tym zajmę i że nie ma potężniejszego lekarstwa, niż moje działanie z miłości. Zajmę się tym, tylko kiedy zamkniesz oczy. Jesteś niezmordowany. Chcesz wszystko sam oszacować, o wszystkim samemu pomyśleć.  Zdajesz się na siły ludzkie, czy też gorzej, na człowieka wierząc w jego pomoc i to utrudnia moje działanie. O jak bardzo pragnę twojego oddania, bym mógł ci błogosławić. I w jakim smutku pogrążam się widząc, jak się miotasz. Szatan właśnie do tego dąży, byś był niespokojny, by oderwać cię od moich działań, rzucić na pastwę ludzkich przedsięwzięć. Zatem tylko odpocznij we Mnie. Całkowicie zdaj się na Mnie.  Czynię cuda proporcjonalnie do twojego pełnego oddania się Mi i oderwania się od twoich myśli. Rozrzucam skarby łask, kiedy jesteś ubogi całkowicie. Kiedy posiadasz własne zasoby, nawet w niewielkiej mierze lub jeśli to ich szukasz, jesteś w zwykłym wymiarze i idziesz za ziemskim naturalnym biegiem wydarzeń, w który często interweniuje Szatan.  Trzeba, aby ten racjonalista, czy człowiek ciągle rozsądzający sprawy, nie uniemożliwił uczynienia cudów. Kto zdaje się na Boga, postępuje w Jego stylu, po Bożemu. Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, mów z zamkniętymi oczyma duszy „Jezu, Ty się tym zajmij”. Oderwij się od siebie. Bo twój umysł jest napięty. Trudno dostrzec ci zło i zaufać Mi, odrywając się od siebie. Postępuj tak w każdej trudności. Róbcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie efekty i ciche cuda. Przysięgam wam na moją miłość - Ja się tym zajmę, zapewniam was.

Módl się za każdym razem z tą gorliwością oddania się. Uzyskasz tak wielki pokój i owoce także wówczas, kiedy udzielę ci łaski złożenia ofiary ze swojego życia jako zadośćuczynienie i w Imię miłości, co przyniesie ze sobą cierpienie. Wydaje ci się to niemożliwe? Zamknij oczy i powiedz całą duszą „Jezu, Ty się tym zajmij”. Nie bój się, zajmę się. I będziesz błogosławił moje Imię w uniżeniu.1000 modlitw nie jest warte tyle, co ten jeden akt oddania się. Zapamiętaj to dobrze. Nie ma bardziej skutecznej nowenny niż ta: „ o Jezu, oddaje Ci się. Ty się tym zajmij.

Zawsze ufajmy Bogu –On nas nie opuści.

 

Dalsze  wpisy w następne dni

 

 

  

 

25 czerwiec 2026

Pamiętajmy o tych, którzy pomogli nam poznać Boga.

Im więcej mamy lat, tym życie pędzi coraz szybciej. Wciąż nie ma czasu zarówno na wypełnianie wszystkich naszych obowiązków i również na przyjemności. Często zapominamy nawet o modlitwie. Tym bardziej zapominamy o kapłanach dających z siebie wszystko, aby ludzie mogli poznać Boga. Właśnie w tych dniach dwóch wspaniałych proboszczów, jeden z mojej parafii, a drugi z sąsiedniej, poważnie zachorowało. Wydaje się nam, że życie kapłana to łatwa praca dla Boga. Ale jest to trudna służba i pełne poświęcenie ze swojego życia dla zbawienia innych. W tych parafiach zawsze są pełne kościoły. Działają nie tylko wspólnoty, ale również wiele różnych grup pogłębiających swoją wiedzę o Bogu i poświęcających się modlitwie. Wymagało to ogromnej pracy tych proboszczów i pozostałych kapłanów z parafii. Były one dalekie od nowoczesnych synodalnych, zwłaszcza w zachodniej Europie, trendów nowej interpretacji Ewangelii. Wszystko było oparte na tradycji i nie nasiąkniętej światem miłości do Boga. Choroba, która ich dotknęła pojawia się najczęściej  w stanach przemęczenia i stresu. Dziś życie kapłana to nie tylko wysiłek fizyczny i psychiczny, ale również obciążenie związane z wyśmiewaniem, wzgardą, czy niezrozumieniem wielu grup społecznych. Dawniej celował w tym głównie komunizm. Był niejednokrotnie bezwzględny dla swoich przeciwników. Kościół w tamtym czasie stawał się nadzieją na odzyskanie wolności narodowej i moralnej. Dla ludzi stanowił oparcie. Nie było aż takiej wrogości do kapłanów jak dzisiaj. Uczył, że z życiem wiecznym nie ma żartów. Nie można do tego podchodzić tak lekko- jakoś tam będzie. Bozia to tam załatwi, Bozia jest miłosierna, wszystko ulegnie amnestii. Niestety nie jest to prawda, wszystko ma w życiu swoje konsekwencje. Kościół uczył  tradycji tzn. jak będzie wyglądał sąd ostateczny, z czego będziemy rozliczani. Głosił, że będziemy sądzeni przez Boga, który jest czystą miłością, ale w związku z tym ta miłość pokaże nam pełną prawdę i będziemy musieli się rozliczyć nie tylko z tego, jak wyglądało nasze życie, jakie podejmowaliśmy decyzje, ale przede wszystkim do jakich konsekwencji to doprowadzało i to być może bardzo bolesnych. Jakie skutki są tego, co zrobiłem, kiedy stchórzyłem, kiedy skłamałem, kiedy inwestowałem w swój egoizm. Jaki to miało skutek dla innych ludzi. Taka była nauka kościoła w tamtych czasach. Taka jest też nauka w tych parafiach, o których pisałem we wstępie. Dzisiaj najważniejszą sprawą w globalnym kościele jest synodalność. Koncentruje się on na tym, jak urządzić władzę w kościele, czy odebrać ją księżom i dać świeckim, czy jednak bronić roli księży. Ile kobiet, a ile mężczyzn ma być w strukturach kościoła  Myślenie o tych sprawach dla ludzi oddalonych od kościoła pokazuje w ich oczach, że jesteśmy ludźmi zajmującymi się ciągle sami sobą, a nie swoją wiarą. Dochodzą do tego sprawy dotyczące zmian moralnych i relatywizmu sumienia, klimatu, ekologii. Nie ma sił i energii przy aktualnych zmianach w kościele, aby wyjść do innych ludzi z głoszeniem Ewangelii – tej prawdziwej i jedynej prawdy. A przecież wszyscy święci, również Jan Paweł II  przypominał nam, że pierwsze i najważniejsze zadanie kościoła to głosić Chrystusa. Głoszenie Chrystusa z reinterpretacją Ewangelii wygodną dla dzisiejszego świata prowadzi do chaosu w nauce kościoła i w sercach ludzi. Jak można od nowa szukać nowej prawdy, kiedy mamy ją już od 2000 lat. Owoce tego widać w zachodniej Europie, gdzie niewiele zostało już wierzących. Pośród nich większość żyje według nowoczesnych interpretacji Ewangelii sprzecznej z Katechizmem Kościoła Katolickiego i tradycją. W Azji i Afryce za tradycyjną naukę kościoła ludzie wciąż płacą krwią męczenników. Płoną tam kościoły. Tymczasem u nas coraz częściej głoszona jest nowa prawda. Ja byłem uczony religii jeszcze przed soborem. Zamiana mszy łacińskiej na mszę w języku polskim ,dla mnie, jako dziecka i dla moich rodziców była szokiem. Za pierwszym razem wyszliśmy z kościoła myśląc, że to jest jakieś inne nabożeństwo. Dość długo  chodziliśmy do kościoła do Zakonników, gdzie jeszcze przez jakiś czas była msza starego rytu. Zgodnie z nauką Jana Pawła II ,który bardzo wpłynął na moja wiarę, przyjmuję nauki soborowe, tym bardziej, że przyniosły one dużo dobra. Ale dzisiejsze zmiany zwłaszcza w synodalnym Kościele Niemieckim i krajach zachodnich są dla mnie bardzo bolesne i myślę, że ranią również Boga. Jestem przekonany o tym, że wielu kapłanów, którzy otrzymali powołanie w czasach Jana Pawła II bardzo przeżywa obecne trendy i to ich niszczy. Nadal przecież obowiązuje z tamtego czasu Katechizm Kościoła Katolickiego, którego postanowienia obecnie są reinterpretowane według światowych trendów. Módlmy się intensywnie za naszych kapłanów, bo ich służba Bogu jest bardzo trudna. Jak ewangelizować, jak wytrwać nienawiść świata ateistycznego, jak pogodzić się z nową nauką sprzeczną w wielu miejscach z tym, co uczył Jan Paweł II czy papież Benedykt. Wydaje mi się, że te sprawy dla pragnących ewangelizować kapłanów, wymagają heroicznego wysiłku. Tylko Bóg może ich umocnić. Módlmy się za kapłanów, żeby synodalność z Niemiec nie przeniknęła do naszych parafii. Tam chodzą do kościoła już tylko nieliczni.

Ja swoją wiarę zawdzięczam kilku wspaniałym kapłanom. Pierwszy z nich to ksiądz Wielgosz. Nauczył mnie kochać Boga  i przygotował mnie do I Komunii Świętej. Tłumaczył Ewangelię dla nas maluchów nie tylko przez słowo, ale również przez malunki na tablicy. Wybrał mnie, abym razem z nim uczył klasę, jak należy się spowiadać. Doprowadził do tego, że idąc do  pierwszej Komunii myślałem tylko o Jezusie i głównie to sprawiało mi radość, a nie goście i prezenty. Ksiądz Wielgosz zmarł rok później. Po moim nawróceniu w klasie maturalnej przyśnił mi się tylko raz z przesłaniem pokazując mi we śnie wspaniały gmach, którego przepiękne i ciężkie sklepienie było wsparte na jednej wspaniałej kolumnie. Jej ciężar wspierał się tylko na trzech pięknych wspornikach. Powiedział mi wtedy krótko –„ te wsporniki to wiara nadzieja i miłość.” Drugim kapłanem był ksiądz Juchas, który uczył nas religii w szkole średniej. Byłem wtedy na granicy całkowitej utraty wiary. Ale on prowadził lekcje religii w tak ciekawy i zrozumiały dla buntującej się w tym wieku młodzieży, sposób, że chodzili prawie wszyscy z mojej klasy. Był bezpośredni i otwarty dla wszystkich.  Skończyło się tak, że przed maturą zorganizował wyjazd do Częstochowy i tam ,dzięki Matce Bożej, przeżyłem całkowite nawrócenie.

Byli jeszcze znani w Polsce Dominikanie, którzy zajmowali się wspólnotą akademicką Odnowy w Duchu Świętym. Ich nauki były niczym miecze otwierające serca na pełnego miłości Boga. Jeden z nich którego lubiłem był bardzo skromny i cichy, lecz jednocześnie pełen miłości do Boga. Zajmował się również ludźmi niepełnosprawnymi. Którejś mglistej jesieni zginął w wypadku jadąc na rekolekcje. Prowadził duszpasterstwo krótko, ale pozostawił wśród wszystkich wielki smutek po swoim odejściu. W parafiach, o których wcześniej pisałem nie tylko proboszczowie, ale i pozostali księża budują z poświęceniem wiarę parafian. O dobrych kapłanach w dzisiejszych czasach trudno dowiedzieć się w mediach. Za to, jak któryś nie wytrwa w wierze i upadnie, to jego postawę rozgłasza się wszem i wobec w całej Polsce insynuując, że wszyscy kapłani są tacy sami. Rozpowszechniają się również głosy tych, którzy pragną żyć według zaleceń płynących ze świata. Módlmy się za kapłanów, papieża i cały kościół powszechny, aby wytrwał w nieskazitelnej tradycyjnej prawdzie Ewangelii w tych ciężkich laickich czasach i prądach upodobniających naszą wiarę do dzisiejszego świata. 

Ciąg dalszy w następnych dniach

 

 

 

 

 

 

 

Piękno stworzenia

26 czerwca to data, która na zawsze zapisała się w mojej pamięci jako początek czegoś nowego. To wtedy odbyłem moje pierwsze samodzielne wyjazdy, które otworzyły mi oczy na niesamowite piękno otaczającego nas świata. Każdy krajobraz, od majestatycznych gór po spokojne jeziora, przypominał mi o potędze i harmonii natury.

Odnalezienie nadziei

Te pierwsze wyjazdy były nie tylko okazją do podziwiania przyrody, ale także momentem głębokiej refleksji. Wśród ciszy i spokoju natury odnalazłem poczucie nadziei i siłę do pokonywania trudności. Uświadomiłem sobie, że nawet w najciemniejszych chwilach zawsze istnieje promyk światła, który może wskazać drogę naprzód.

„Każdy wyjazd to nowa lekcja, nowe spojrzenie na świat i przypomnienie o cudzie istnienia.”

Kim jestem, czego pragnę a Bóg

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador