Luty 2026: Kalejdoskop Życia i jego niespodzianki

Witaj na stronie poświęconej lutemu 2026 roku – miesiącowi pełnemu refleksji nad tym, czym żyje człowiek w społeczeństwie i jakie niespodzianki przynosi codzienne istnienie. 

 

04 02 2026

Trudne przebaczenie

 

Kończy się karnawał, zapominamy o świętach. Patrząc na dzisiejsze życie, na swoje otoczenie, na wiadomości, które docierają do nas z mediów z całego świata widać jak ludzie nieustannie się ranią. Jedni wobec drugich stają się wilkami. Jeśli się zapomni o przebaczaniu, ten świat niedługo będzie wyglądał, jak dżungla, gdzie w każdym momencie grozi niebezpieczeństwo. Bez wzajemnego przebaczania nie ma szans, abyśmy żyli zgodnie z sercem i szeroko pojętą miłością międzyludzką. Wydaje się, że trzeba powiedzieć jasno. Każdy z nas jest raniony, czy tego chcemy, czy nie. Chodzi jednak o to, żeby nasze życie nie stało się jedną wielką raną. My jesteśmy tak skonstruowani, że stłumione uczucia, stłumione rany, stłumiona, zapomniana przeszłość często wraca. W procesie przebaczenia, nie wystarczy dobra psychologia. Aby przebaczyć naprawdę potrzebna jest miłość i wytrwałość. Pewne krzywdy pozostawiają trwałe rany. Owszem, te rany mogą się zabliźnić, ale one gdzieś będą i są. Czy przebaczyć nie oznacza zapomnieć? To jest bardzo ważne. Nie możesz tak je wymazać. Ta krzywda ciebie wciąż rani. Jest taką otwartą raną, wciąż boli. Jest to normalne. Nie jesteśmy komputerem, gdzie naciskamy del i po wszystkim. Przebaczenie nie oznacza rzucania się komuś na szyję. Przebaczenie to nie jest ten moment, w którym będę komuś mówił, że mogło być przecież gorzej, nie jest tak źle, tak się po prostu stało. To, że ja przebaczę nie oznacza, że nie będę dochodził swoich praw. Przebaczenie nie oznacza tego, że ten ktoś nie musi ponieść konsekwencji. Mąż zostawia rodzinę, idzie sobie dla siebie wygodną drogą, żona mu przebacza. Niemożliwe, aby zapomniała, jak postąpił. To, że ona mu przebaczyła nie oznacza, że nie będzie walczyć o to, żeby opłacał alimenty i wspierał finansowo swoją rodzinę, którą po prostu zostawił, okłamał, oszukał. To nie są proste rzeczy. Jest jeszcze jedno trudne przebaczenie dla człowieka. Chodzi o przebaczenie sobie samemu – ale to jest zupełnie inna sprawa. Bardzo często mylimy przebaczenie z pojednaniem. Przebaczenie to akt mojej woli. Bez względu na to, co druga osoba zrobi. Ja przebaczam tobie. Koniec. Co ty z tym zrobisz, to mnie nie interesuje. Pojednanie wymaga akcji obojga. Ja ci przebaczam, mniej lub bardziej symbolicznie, wyciągam rękę. Teraz od drugiej osoby zależy, czy nastąpi pojednanie. Ty musisz wyciągnąć swoją rękę i nasze ręce muszą się spotkać w uścisku. To jest akt pojednania. Więc przebaczenie nie należy mylić z pojednaniem. Przebaczenie jest aktem mojej woli i dotyczy tylko mnie. Pojednanie jest działaniem dwóch osób. Nawet, jeżeli nie jestem winny,  ja również wyciągam rękę. Jeśli natomiast druga osoba nie wyciągnie, to ja jestem moralnie usprawiedliwiony. Więcej nie można zrobić. Brak przebaczenia, zjada człowieka od środka. Niszczy człowieka we wszystkich aspektach, od emocji, przez rozum, poprzez zdrowie fizyczne. W zamian nie dostajemy nic. Ktoś został bardzo głęboko zraniony, został bardzo mocno oszukany. Czuje się bardzo skrzywdzony i tą krzywdę nawet oprawca nie zawsze może naprawić. I tu jest problem sprawiedliwości. Żadna sprawiedliwość nie odda nam bliskiej osoby, nie odda nam czyjegoś życia, nie odda nam czasu. Nie wyleczy ran. Gdyby przebaczenie było proste i łatwe, to nie byłoby sprawy. Jednak brak przebaczenia niszczy dobro, nie dlatego, że go nie ma. To jest jak rdza, która spokojnie krok po kroku niszczy poszczególne elementy, także i moją zdolność do miłości. I w tym momencie, kiedy już braknie miłości to praktycznie otwarta jest droga do nieprawości. W sercu dalej będzie trwała krzywda. Gdzie nie ma przebaczenia rodzi się niechęć do sprawcy tej krzywdy. Z niechęci  jest malutki krok do nienawiści, no, a nienawiść to wiadomo do czego prowadzi. Niszczy zdolność do kochania i prędzej, czy później efektem będzie to, że człowiek przestaje siebie kochać, bo staje się do tego niezdolny. I wtedy stajemy się wrakiem człowieka. Właśnie to chce osiągnąć zło. Człowiek został stworzony do miłości. Brak przebaczenia dla każdego człowieka to jest blokada dobra, które mogłoby w człowieku zaistnieć. Gdyby było przebaczenie, to stawałby się coraz lepszy. Jak możemy pomóc osobom, które nienawidzą ludzi, którzy ich skrzywdzili po jakiejś na przykład wielkiej agresji, przemocy fizycznej, po zdradzie, czy po wykorzystaniu. Tylko poprzez miłość i serce. Przebaczenie powoduje to, że ja staję się człowiekiem wolnym. A wolność uzdalnia mnie do działania. Wolność uzdalnia mnie do tego, żeby dalej czynić dobro. Co więcej, przebaczenie ustawia mnie na tej drodze ku temu co dobre i to dobro będzie przynosiło owoce. Uzdalnia mnie do kochania. Bo brak przebaczenia niszczy.  W toksycznych relacjach przebaczyć to znaczy, że ja nie będę szukać zemsty, nie będę szukać odwetu. Ale też ciągle mam obowiązek dbać o siebie, o swoje bezpieczeństwo, o swoje zdrowie, o stan psychiczny i emocjonalny.  Dajemy komuś szansę. Jak ktoś nie skorzysta – to koniec relacji. Można powiedzieć, że często trzeba ciągle przebaczać  tą samą krzywdę. Przebaczyć to nie oznacza, że da się, zapomnieć. Wszystko pozostaje w pamięci. Temu człowiekowi przebaczyłem, ale boję się o moje emocje, i dlatego się z nim nie widuję. Ale nagle go widzę i wszystko mi się przypomina, tak że, muszę znowu wrócić do przebaczenia. Przypomniałem sobie wszystko, emocje odżyły, prawda odżyła, przypomnienie zdrady w małżeństwie. Osoba i miejsce, te same okoliczności powodują, że to odżywa tak, jak wcześniej i wtedy ten proces przebaczania się zaczyna od nowa. Reagujemy w sposób normalny. Normalnie, nie zawsze oznacza dobrze, ale cieszmy się, że jesteśmy normalni, bo to daje szansę na to, że udało nam się coś pozytywnego zdziałać. Ludziom wierzącym w Boga jest łatwiej z przebaczeniem zagłębiając się w ewangelię i postawę Jezusa. Zawsze w modlitwie, kiedy jest im ciężko przebaczyć mogą powiedzieć Bogu „trudno mi przebaczyć w sercu, jest to ponad moje siły, oddaję tą sprawę Tobie – zajmij się tym i pomóż mi. Uzyskują wtedy pokój sumienia i unikają nienawiści w swoim sercu.  Symbolem duchowej siły, pokory i przebaczenia są słowa mamy  ks. Jerzego Popiełuszki „Ja jestem ból do samego nieba. Najbardziej bym się cieszyła, żeby się oni nawrócili. Ja już im przebaczyłam.”  

13 luty 2026

Dziwna sprawiedliwość

Nie ma człowieka, który nie chciałby żyć w sprawiedliwym świecie. Wiadomo, że można komuś przebaczyć zło, które popełnił, ale to zło niesie za sobą konkretne skutki. I każdy winowajca powinien je naprawić. Kiedyś było prawo, że jak ktoś z jednego rodu dopuścił się nieprawości, to z zemsty niszczono jego cały ród. Później było prawo odpłaty dokładnie tym samym „ząb za ząb”. Jeszcze w wielu miejscach obowiązuje prawo wendety. Dążenie do sprawiedliwości doprowadziło w końcu do ustanowienia prawa karnego. Wydawałoby się, że we współczesnym społeczeństwie nie ma już problemów ze sprawiedliwością, kiedy wina jest udowodniona. Ale problem jest taki, że sędzia, który określa, co jest winą i wybiera z kodeksu odpowiednią karę jest tylko człowiekiem. Aby to było sprawiedliwe musi być niezawisły. A to jest trudne w dzisiejszych czasach. Rzadko się zdarza, żeby władzy podobała się prawda. Można tu wziąć przykład Jana Chrzciciela, aby nie odnosić się za bardzo do dzisiejszej rzeczywistości. Jan dobrze wiedział, że przyjdzie mu zapłacić wysoką cenę za prawdę. Prawda zrodziła nienawiść w rodzinie Heroda i jednocześnie lęk w samym Herodzie. Nie z powodu tego, co robi. Nikt nie ma zastrzeżeń do tego, co robi. Nikt nie mówi, że organizował spiski, organizował bunt, nawoływał do przemocy. On budzi sprzeciw z powodu tego, co mówi i myśli. A to są najbardziej niebezpieczni ludzie na świecie. Władca się go boi.  Ale jednocześnie chętnie go słucha. Bo ten człowiek mówi mądrze. I to co mówi jest prawdą. Da się go słuchać z zainteresowaniem, zachwytem, a nawet z pewnym duchowym poruszeniem. Ale problem władcy polega na tym, że nie chce wprowadzić w życie tego, co słyszy. Słowo dotyka jego sumienia. I właśnie ten rozdźwięk rodzi lęk. Bo człowiek, który słyszy prawdę, a nie chce jej przyjąć, zaczyna się bać. W Herodiadzie rodzi się czysta nienawiść. Jan wypowiada się jasno i bez kompromisów na temat małżeństwa. I to właśnie to staje się powodem wyroku śmierci. Nie czyn Jana, nie to co robi. To nikomu nie przeszkadza. Ale to co myśli, co mówi- to im przeszkadza. Czyli nie przestępstwo, ale przekonania stoją za wyrokiem śmierci. Kiedy spojrzy się na historię wielkich procesów,  bardzo szybko zauważymy pewną prawidłowość. Rzadko skazywano ludzi, za to co zrobili. Natomiast bardzo często skazywano ich za poglądy, za to jak myśleli za to, że ich myśl była niebezpieczna. Bo to myśl porusza sumienia, burzy układy, demaskuje kłamstwo. Zły czyn często bywa usprawiedliwiony. Znamy wielkich przestępców, którzy uniknęli kary. Ale znamy też wielu, którzy jedynie  wyrażali swoje poglądy i trafili do więzienia. Jezus na początku nikomu nie przeszkadzał, bo uzdrawiał, wskrzeszał. Ale jedna rzecz w tamtym czasie przeszkadzała. Bo wypominał hierarchii jej błędne myślenie. Wielu ludzi trafia do więzienia za poglądy, za słowa, za przekonania. Jednocześnie mamy wiele takich sytuacji, kiedy poważne nadużycia zostają przemilczane, czy usprawiedliwione. To przedziwne, jak łatwo można trafić do więzienia za to, co się myśli. W dzisiejszym świecie jest to powszechne. Jeżeli należysz do bańki społecznej innej niż ta, która obecnie przewodzi może się okazać w sądzie, że ten który jest po tej „właściwej” stronie i spowodował  wypadek ,nie poniesie kary. W mediach słyszymy, że jeden profesor prawa interpretuje przepisy inaczej, niż drugi powołując się na podobne paragrafy. Jak więc można dokonywać osądu sprawiedliwie. Jedyne, co można zrobić to wykazywać wszystkie sprzeczności z naszym sumieniem i nie być obojętnym, kiedy możemy mieć wpływ na kształt społeczeństwa. Możemy też pomagać w dochodzeniu prawdy tym, którzy zostali skrzywdzeni.

 

17.02.26

Trudne spotkanie

Kilka dni temu wracałem do domu z zakupami. Z naprzeciwka szedł moim kierunku starszy nieznany mi człowiek. Niespodziewanie powiedział mi dzień dobry. Wywiązała się między nami rozmowa. Dla mnie była ona trudna. Ten człowiek miał 85 lat, poruszał się dziarsko, ale był zaniedbany. Zaczął się zwierzać. W czasie wojny jego mama niosąc go na rękach weszła na minę. On przeżył.Z trudem przetrwał okupację. Za czasów komuny był prześladowany za swoje poglądy. Dlatego powrót elementów starej ideologii i związanych z nią osób do polityki jest jego osobistą tragedią. Ale nie tylko to go załamało. W życiu sobie jakoś radził dziś ma mieszkanie i ma z czego żyć. Jego synowie świetnie zarabiają. Ale ich Bogiem jest alkohol. Rujnują jego życie i wszystko wokół siebie. Ten wiekowy człowiek zaczął przede mną na ulicy płakać. Nie wiedziałem, jak mu pomóc. Czasami człowiek jest bezradny widząc dramat drugiej osoby. Każde słowo pocieszenia jest puste. Kiedy zorientowałem się, że jest wierzący poradziłem mu, żeby oddał to wszystko Bogu           w pobliskim kościele – akurat była adoracja. Wiele osób odzyskuje tam pokój serca i odnajduje się w swojej ciężkiej sytuacji. Czasami ktoś wyprosi cud zmiany postawy swoich bliskich. Mogłem temu człowiekowi ofiarować jedynie długą rozmowę w czasie której, mógł się wypłakać. Potem pomodliłem się za niego. Kiedy rozstawaliśmy się pojawił się uśmiech na jego twarzy. Mam nadzieję, że odzyska wiarę w sens swojego życia. Był to dla mnie kolejny przykład, jak wiele można zniszczyć, kiedy uciekamy się do alkoholu lub narkotyków. Na początku jest zawsze wspaniale i jesteśmy pewni, że nad tym zawsze będziemy panować. Z alkoholem każdy młody człowiek ma kontakt. Ja na szczęście po drugim razie, jak z nim przesadziłem, zrozumiałem, że nie ma z tym żartów. Zrozumiałem również, że nie leczy problemów i ran, choć na początku daje takie złudzenie. Wszystko później wraca. Z narkotykami jest jeszcze gorzej. Dają na początku jeszcze więcej przyjemności, ale czasami wystarczy jedna dawka, żeby całe swoje życie i życie bliskich zamienić w koszmar. Dzisiejszy świat pełen zwariowanych poglądów, super ludzi, nie rozgłasza prawdy o uzależnieniach. Wszędzie rządzi pieniądz i zysk. Tym którym nie udało się wytrwać bez uzależnień należy pomagać tak ,jak umiemy, wskazywać również profesjonalne metody leczenia. Młodzieży przekazywać prawdę, jak łatwo można upaść.

 

20.02.26

Bóg słucha naszych próśb – świadectwo.

 

Skończyły się wakacje 2019 roku. Byliśmy zdrowi                            o poprzednich moich chorobach praktycznie zapomniałem. Mimo wcześniejszego zawału udało mi się podczas wakacji w moich ukochanych górach, prawie wyjść na Czerwone Wierchy, Giewont, dojść w dobrej formie na Halę Gąsienicową. Starałem się żyć blisko Boga w modlitwie i chodząc do wspólnoty. Miałem nadzieję, że po tych wszystkich niemiłych przygodach /w życiu w tym śmierci klinicznej /czeka mnie z rodziną przynajmniej kilka lat w miarę spokojnego życia. W połowie września we śnie poczułem w sercu radość, ale w tym samym momencie usłyszałem słowa. Byłem przekonany, że to jest sen, ale myślałem tak jakby to wszystko było na jawie. Słowa te brzmiały „Spełnione zostało wszystko o co prosiłeś w życiu, a teraz przygotuj się, bo chcę cię już zabrać”. Odpowiedziałem, że jeszcze chciałbym żyć na ziemi i służyć Bogu razem z żoną. Odpowiedź była szybka „Prędzej ślepiec przejdzie po linie nad przepaścią, niż to się stanie”. Odpowiedziałem „i ślepiec przejdzie po linie, jeśli Bóg będzie trzymał go za rękę”. Potraktowałem to jako dziwny sen. Następny miesiąc upłynął tak spokojnie jak poprzednie. Ale niedługo później pojawiły się szybko narastające bóle nóg. W styczniu w szpitalu stwierdzono, że musi być szybko operacja. Przebadano mnie pod kątem przeciwskazań i okazało się, że ich nie ma. Po miesiącu od wyjścia ze szpitala przy wychodzeniu po schodach zrobiło mi się słabo. Później w nocy przez parę minut miałem ból w piersiach. Wziąłem urlop i poszedłem na badanie EKG. Specjalnie nic nie wyszło groźnego – odmówiłem konsultacji w szpitalu. W drodze do domu kupiłem sobie jeszcze gazetę i nie spodziewałem się niczego złego. Postanowiłem sobie zaplanować następny dzień w pracy, ale co o nim pomyślałem miałem pustkę w głowie tak, jak bym patrzył w ciemność. Pomodliłem się i usłyszałem w sercu głos” jeśli chcesz żyć, jedź natychmiast na kardiologię do specjalistycznego szpitala” Uwierzyłem temu i po otrzymaniu skierowania pojechałem taksówką z żoną na SOR. Długo nie chcieli ze mną rozmawiać, bo stwierdzili, że nie ma żadnego zagrożenia. Jednak po mocnych prośbach żony zgodzili się mnie przebadać. Okazało się, że wyniki krwi są niezbyt dobre, dlatego sprawdzą stan moich tętnic w sercu. O 2 godzinie w nocy, kiedy zaczęli mnie przygotowywać do koronarografii ,pojawił się szybko narastający ból w piersiach, aż w końcu stał się nie do zniesienia. Okazało się, że w tym momencie sala operacyjna na kardiologii była wolna i był cały zespół lekarzy do przeprowadzania zabiegu na sercu. Okazało się, że był to zawał, który bez natychmiastowej interwencji lekarskiej bardzo szybko zakończyłby się śmiercią. W krótkim czasie serce zostałoby całkowicie zniszczone. Zostałem uratowany, a dzięki szybko podjętej interwencji lekarskiej skutki tego wydarzenia dla mnie nie były poważne. Czas po zawale obfituje często w sytuacje, które faktycznie przypominają chodzenie po linie i często wydaje się, że od katastrofy życiowej nie uda się uciec. Ale żyjąc z Bogiem w sercu wszystko jest możliwe.              

Ciąg dalszy - w następnych dniach

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czym żyje społeczeństwo?

Luty 2026 przyniósł szereg wydarzeń, które jasno pokazały, jak złożone są relacje międzyludzkie i jak wiele zależy od naszej wspólnej perspektywy. Od małych, lokalnych inicjatyw po globalne wyzwania – obserwowałem, jak ludzie reagują na zmiany, szukają sensu i budują więzi. To miesiąc, w którym niespodzianki życia ujawniły się w pełnej krasie, wpływając na każdego z nas.

Niespodzianki życia

Życie to kalejdoskop nieoczekiwanych zwrotów akcji. W lutym 2026 roku, nie zabrakło momentów zaskoczenia – zarówno tych małych, codziennych, jak i tych, które skłaniają do głębszych przemyśleń. Każda z tych niespodzianek, niezależnie od jej natury, staje się częścią naszej historii i uczy nas czegoś nowego o sobie i otaczającym nas świecie. To zaproszenie do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę jest ważne.

Inspiracja dla wszystkich

Ta strona została stworzona z myślą o każdym, kto szuka chwili na refleksję i pragnie odkrywać sens w codziennych doświadczeniach. Niezależnie od tego, kim jesteś i czego pragniesz, luty 2026 oferuje bogactwo perspektyw na to, jak żyje się w społeczeństwie i jak cenne są niespodzianki, które stawia przed nami życie. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie.

„Luty 2026 pokazał mi, jak wiele niespodzianek kryje się w codzienności i jak głęboko społeczeństwo kształtuje nasze istnienie. W każdym z tych doświadczeń odnajduję ślad pytania: Kim jestem, czego pragnę, a co w tym wszystkim ma do powiedzenia Bóg?”

Autor projektu

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador