Marzec 2026: Odrodzenie życia

Witaj w przestrzeni, gdzie marzec 2026 staje się symbolem odrodzenia. Zapraszamy Cię do podróży w głąb siebie, by odkryć nowe możliwości i poczuć pragnienie przemiany. Niech ta strona będzie dla Ciebie inspiracją do odnowienia swojego życia i odnalezienia nowej energii.

 

4 marca 2026

Nawrócenie -  świadectwo

 

Idzie wiosna. Właśnie teraz przypomniałem sobie rok 1978. Kończyłem wtedy szkołę średnią. Zbliżała się matura i ewentualny start na studia. Większość moich znajomych oraz ja czuliśmy po studniówce coraz większy niepokój, co do swojej przyszłości. Chodziłem wówczas na religię i do kościoła bardziej z przyzwyczajenia, niż z wiary. Po mojej przeprowadzce daleko od poprzedniego miejsca zamieszkania była to również okazja do spotkania starych znajomych. Do tego ksiądz rozumiał nasze młodzieżowe życie. Jako dziecko byłem blisko Boga. Spowiadałem się często, modliłem się, żałowałem za moje dziecięce grzechy. Pewnej nocy, gdy długo przepraszałem Pana Boga za swoje grzechy przyśniła mi się przepiękna Matka Boża. Ksiądz mówił mi, że pewno pójdę w jego ślady i zostanę księdzem. Cóż niedługo potem zaczęły się choroby, osłabienie, które oddalało mnie od rówieśników. Przyszła nostalgia i niechęć do wszystkiego. Ostatni raz poszedłem do spowiedzi przed bierzmowaniem. Od tego czasu wyrzuciłem ze swojego życia pojęcie grzechu. Liczyła się tylko racjonalność. Ale kiedy pojawiła się obawa, jak mi  się powiedzie                                z egzaminami, to kiedy kończyłem szkołę średnią zacząłem ponownie myśleć o Bogu. Gdy grupa z religii wybrała się do Częstochowy w intencji wstawiennictwa i pomocy Matki Bożej w czasie matury oraz egzaminów na studia zabrałem się  z nimi. Bynajmniej nie zamierzałem zmieniać swojego życia, ale poproszenie o pomoc, według mnie, do niczego nie zobowiązywało. Wyjechaliśmy wcześnie rano. Planowałem, że na pierwszej mszy świętej poproszę o pomoc Matkę Bożą, a później sam będę zwiedzał klasztor. Dopiero przed powrotem znowu spotkam się ze swoją grupą. Wszystko poszło jednak inaczej. Kiedy wchodziłem do klasztoru, mój kolega, postanowił iść do spowiedzi. Ponieważ znał mnie, zaczął mnie namawiać do tego samego, ale nic mu z tego nie wyszło. Kiedy przechodziliśmy obok konfesjonału pociągnął mnie mocno za rękę, abym poszedł z nim. Ze złością odepchnąłem go tak silnie, że uderzył w ścianę. Zakonnik wychylił się z konfesjonału, aby zobaczyć, co się dzieje. A ja dumnie poszedłem, przepychając się przez tłum, pod sam obraz Matki Bożej. Nie byłem w stanie się modlić. Poczułem, jak od Matki Bożej bił tak ogromny smutek wyciskający mi z oczu łzy, że nie mogłem tam ustać. Decyzja była jedna. Gwałtownie przepychając się przez zatłoczoną kaplicę dotarłem do tego samego konfesjonału, od którego uciekłem. Zakonnik, na początku spowiedzi, zapytał o przyczynę mojej decyzji. Opowiedziałem mu wszystko. Korzystając ze swoich uprawnień w tym dniu, udzielił mi rozgrzeszenia ze wszystkich grzechów. Wtedy dopiero mogłem iść ponownie przed obraz Matki Bożej, ale  zamiast prosić, przepraszałem Boga za moje życie. W kaplicy byłem przez kilka godzin uczestnicząc we wszystkich mszach świętych, które się wtedy odprawiały, Ofiarowałem je w intencji moich próśb. Przed powrotem przegapiłem czas spotkania z moją grupą. Nie miałem biletu powrotnego, ani nie wiedziałem, o której godzinie będzie pociąg i gdzie będą przesiadki. W tym okresie, powrót stamtąd nie był tak prosty, jak dzisiaj. Po przeżyciach jakie mnie spotkały byłem zupełnie zagubiony. Nagle w tłumie pielgrzymów zobaczyłem dziewczynę z mojej grupy. To spotkanie było wręcz nie możliwe. Wiedziała wszystko o powrocie. Czasu było niewiele więc cześć drogi w kierunku dworca -  biegliśmy Po kupieniu biletów wsiedliśmy do pociągu, który od razu ruszył. Po chwili odnaleźliśmy na naszą grupę. A co do moich próśb, to na maturze pojawiły się tematy, które w dziwny sposób pokrywały się z moimi oczekiwaniami, dlatego poszła super. Na studia, na kierunek, na który się wybierałem było wielu chętnych. Należało zdać przynajmniej na 4,5. Bałem się zwłaszcza matematyki i rosyjskiego. Dziwnym trafem na egzaminie z rosyjskiego przypadło mi przedostatnie miejsce w sali, a ostatnie zajął jedyny mój znajomy, który świetnie znał ten język. Od razu było raźniej. A co do matematyki, to trzy dni przed egzaminem zainteresowałem się jednym z trudniejszych zadań w zbiorze z matematyki. Bardzo się męczyłem nad nim cały dzień. Okazało się, że na egzaminie było podobne i najbardziej punktowane. Rozwiązałem je w 10 minut. Pozostałe dwa obowiązkowe były takie sobie. Dostałem się na studia. Matka Boża nigdy mnie, od tego czasu, nie opuściła i jestem pewny, że wiele razy wstawiała się za mną lub otrzymywałem od niej zrozumienie, że moja prośba do niczego dobrego nie prowadzi. Dziś w domu codziennie odmawiamy różaniec. Przez wiele lat jeździłem raz do roku do Jej  sanktuarium na cały dzień modlitwy i wracałem odmieniony i bliższy Bogu. To świadectwo dedykuję tym, którzy teraz, w imię ekumenizmu, umniejszają rolę Matki Bożej, uszczuplają Jej przymioty. Niech powrócą do wiary ludzi i kościoła, która trwa już ponad 2000 lat.                

 

Jaki to ma sens ?

13 marca 2026

Jest przepiękna marcowa pogoda. Przyroda budzi się do życia. Pierwsze wiosenne kwiaty poprawiają nastrój. Ale w dzisiejszym świecie mało kto to widzi. Większość ludzi jest zagonionych obowiązkami dnia codziennego i zdezorientowanych potwornym chaosem w mediach. Nie było pokolenia, któremu byłoby lekko. Były wojny, niesprawiedliwość, wykorzystywanie słabszych itd. Ale teraz w dzisiejszym świecie jest znacznie gorzej. Poprzednio był większy szacunek dla prawdy, natury i wzorców relacji międzyludzkich. Kiedyś ludzie żyli biednie, ale mimo wszystko łatwiej było o radość. Dziś mamy nieomal wszystko, co kiedyś było marzeniem. Kiedy w Europie nastał czas pokoju, człowiek zaczął wymyślać problemy, idee, nowe wartości, według których powinno się żyć. Zaczął walczyć zaciekle i uparcie z każdym, kto myśli inaczej, choćby jego własne poglądy zaprzeczały prawdzie. Prawda stała się płynna czyli taka, jaką każdy człowiek uzna za swoją. Czasami wygląda to tak, jakby ludzie po przebudzeniu wychodzili na ulice i walczyli ze wszystkim, co jest wokół. Nie liczy się żaden człowiek, żadna rzeczywistość, jeżeli nie przynosi zysku i radości. Im więcej mamy, tym więcej chcemy.  Domagamy się moralnej wolności. Jeśli coś nam nagle przestaje pasować, wyrzucamy to z własnych myśli i życia. Pragniemy mieć coraz więcej.  Żadnych norm moralnych i prawnych. A poszukując autorytetów, łatwo znaleźć takich ludzi, którzy potrafią w imię swojego autorytetu, głosić, że białe jest czarne lub na odwrót. Polityka staje się bezpardonową walką między różnymi partiami. Rodzina jest balastem, bo wiąże przysięgą kobietę i mężczyznę. Ludzie z zasadami moralnymi są przeszkodą. Róbcie, co chcecie, byle mieć więcej i w nowoczesny sposób zaspakajać swoje pragnienia – takie jest hasło w dzisiejszych mediach. Kościół dawał zawsze, przez 2000 lat, wskazówki, jak żyć. Głosił,  że jesteśmy pielgrzymami i że sens istnienia to nie tylko narodziny i cmentarz, ale droga do wieczności, w której ludzie wierzący, miłujący Boga i innych ludzi odnajdą prawdziwe wieczne szczęście. Ale nawet to dziś się zmienia. Głoszone są hasła nowoczesnej naukowej moralności, zmiany w interpretacji Ewangelii i doktryn, umniejszanie roli Matki Bożej, tworzenie kościoła różnorodnego według pragnień ludu Bożego z różnymi własnymi „prawdami”. Nawet w Wielkim Poście, w niektórych miejscach, zamiast apelować o naprawę swojego  życia, naciska się na budowę nie powszechnego, ale nowego, różnorodnego kościoła. Dla ludzi nie będzie niedługo żadnego odniesienia do prawdziwych wartości. Zamiast ludzi  będzie coraz więcej człekokształtnych postaci z komiksów. Będzie jedna oficjalna religia głosząca nieśmiertelność pod warunkiem poddania się światu. Różnorodność, to nieustanna wojna między tysiącami odmiennych postaw dążących do dominacji. Dla elit rządzących będzie to doskonały materiał do manipulacji. Będzie to imperium, które skończy jak Cesarstwo Rzymskie. Zostaną tylko ruiny i zgliszcza.         

19 marca 2026

Przygoda podczas wędrówki.

Był rok 1986  lub 1987. Zawsze na przełomie lutego i marca, odkąd pracowałem i byłem jeszcze kawalerem brałem urlop i wybierałem się w Tatry na samotne wyprawy. Sprawdzałem wcześniej prognozę pogody i jak miało być słonecznie wyjeżdżałem rano pierwszym autobusem do Zakopanego. W mieście nie było już śniegu, podobnie w Kuźnicach. Ale po przejściu około 500 m szlakiem zaczęły się pojawiać płaty lodowe, aby później stać się jednolitą warstwą lodu. Miałem buty górskie, ale nie miałem raków. Jakoś sobie radziłem. Gdzieś przed granicą lasu lód został zastąpiony śniegiem. Na wysokości kosówki była już pełnia zimy. Lekki mróz, gruba warstwa śniegu, przepiękne słonce i cisza. Minąłem schronisko. Od tego momentu widać było tylko narciarzy na stoku Kasprowego. Szedłem w stronę Czarnego Stawu. Trasa nie była zbyt przetarta, ale łatwa. Minąłem tablicę o dużym zagrożeniu lawinowym w rejonie Kościelca. Oczywiście pomyślałem, że zapomniano jej zdjąć. Przecież pogoda była piękna, cudowna wiosna. Kiedy przechodziłem w pobliżu szczytu małego Kościelca pośród panującej tu  ciszy pojawił się cichy szum. Spojrzałem w górę. Spod szczytu zaczęła osuwać się deska śniegu. Z każdą sekundą było go więcej. Patrząc na kierunek spływu śniegu zrozumiałem, że przebiegnięcie około 6 metrów szlaku powinno mnie uratować. To były sekundy, dałem z siebie wszystko. Usłyszałam, jak coś mi przeskoczyło w kolanie i prawie w tym samym momencie poczułem pył śniegu na policzkach. Metr za mną przeszła około 40 centymetrowa lawina śnieżna. Panowała cisza, serce mi waliło, nikogo wokół nie było. Poniżej, na końcu stoku, po którym zeszła ta niewielka lawina był  kamienny pomnik Karłowicza. Tam zginął przysypany przez lawinę. Sekundy mnie uratowały, gdyby mnie dopadł ten śnieg nie utrzymałbym równowagi i spadłbym ze stoku w to samo miejsce. Doszedłem nad Czarny Staw usiadłem na skale i wtedy się zaczęło. Silny ból skręconego kolana dawał się we znaki. Wychodząc w góry samotnie zawsze miałem z sobą bandaże, żelazną porcję jedzenia, gorącą mocną herbatę w termosie i środki przeciwbólowe. Nie było wtedy komórek. Nikogo nie było w pobliżu. Po zażyciu leków i usztywnieniu bandażem kolana zacząłem wracać do schroniska. Najgorzej było na zasypanej części szlaku. Kiedy dotarłem do schroniska zażyłem kolejne środki przeciwbólowe i po godzinie, kiedy ból ulżył, zdecydowałem nie prosić już o pomoc tylko zejść samodzielnie. Tym bardziej, że poniżej schroniska, co jakiś czas ktoś szedł szlakiem, co dodawało mi odwagi. Po przejściu zlodowaciałego odcinka wiedziałem, że wszystko się dobrze skończy. Po przyjeździe do domu z Zakopanego okazało się, że noga była poważnie skręcona i dalszą część urlopu spędziłem w domu.

Na co dzień mijamy jakieś znaki. Jakże często to pominięcie może zmienić nasze życie w koszmar lub je zakończyć. Kiedy sobie to przypominam przychodzi mi myśl, że wtedy będąc dopiero co po wojsku w pełni formy nigdy bym się nie spodziewał, że pominięcie jednego znaku może być przyczyną mojego końca. Dzisiaj w nowoczesnym świecie większość ludzi uważa, że życie jest tylko od urodzenia do śmierci i tym samym należy z niego maksymalnie korzystać lekceważąc znaki ludzkie i duchowe, doświadczenia poprzednich pokoleń. Dla nich liczy się tylko  -teraz i tylko - ja. Dla ludzi wierzących tylko w siebie ominięcie znaków może skończyć się poznaniem prawdy o sobie, gdy stracą wszystko co mają przez swoją pychę. Ludzie, odrzucając wiarę i zasady postępowania określone w 10 przykazaniach skazują się na odrzucenie  zbawienia i wiecznej radości. Wiem o tym po doświadczeniu śmierci klinicznej w 2010 roku.   

24 marca 2026

Życie w chaosie

Naczelny Sąd Administracyjny powołując się na prawo europejskie wydał właśnie orzeczenie, które jest sprzeczne z naszą konstytucją. Zaczynamy żyć w państwie, które traci swoje wewnętrzne prawa. Rozpoczął się czas, gdy jedynie słuszne prawo stanowią ludzie sprawujący władzę, którzy interpretują przepisy tak, jak im to pasuje. W Europie tak już było i kończyło się dyktaturami, które tworzyły  prawo dające im pełnię władzy, nie licząc się z społeczeństwem.

W kościele, po papieżu Benedykcie, pojawiło się pojęcie synodalności. Na szczęście w Polsce i na  świecie jest wielu wspaniałych biskupów, kapłanów oraz wiernych, którzy trwają przy prawdzie Ewangelii wyznawanej przez ponad 2000 lat w Kościele Katolickim. Dają z siebie wszystko, by głosić Boga tak, jak zostało to zapisane w Ewangeliach, świadectwach świętych i w obecnym Katechizmie Kościoła Katolickiego, którego jeszcze nie zmieniono. Hierarchiczni aktywiści kościelni uznali, że po 2000 lat Kościół Katolicki,  źle postrzega Boga. Odrzuca się naukę poprzednich wieków uznając, że dzisiaj należy iść za postępem i nową nauką społeczną. Pod hasłem działania Ducha Świętego wprowadza się nowe rozumienie Ewangelii i forsuje różnorodność wiary i wolność człowieka. Dokumenty synodalne są dostępne w intrenecie, ale są bardzo ogólne i podają tylko kierunki zmian.

Zostały one sporządzone po spotkaniu synodalnym, na które pojechali wytypowani wcześniej duchowni i świeccy. Rozmowy odbywały się w grupkach, w których każdy miał możliwość wypowiedzenia się, ale nie było dyskusji. Na koniec wybrany przedstawiciel wypowiadał się w imieniu wszystkich. Ogłoszono, że były to rozmowy w Duchu świętym. Wnioski  z dokumentów synodalnych były oparte głównie na wytycznych zmieniającego się od lat kościoła niemieckiego. Dziwne jest to, że przez dwa tysiące lat Duch Święty prowadził Kościół jednolitą drogą wiary, która rozwijała się powoli nie odrzucając nic co było wcześniej. Objawienia, święci, wspaniali papieże i hierarchia kościelna uzupełniali i wyjaśniali tylko to, co było od początku w kościele. Dziś nagle okazuje się, że Duch Święty zmienił swoje poglądy i każe nam odczytywać Ewangelię pod kątem świata i współczesnej nauki. Zaskakujące jest to, że prawdy, za które kiedyś ginęło tysiące chrześcijan są dzisiaj uznawane za niezgodne z wiarą (chociażby wierność  wyznawanej przez siebie religii). Zrównuje się wszystkie religie, więc nie ma potrzeby ewangelizacji  czyli głoszenia Jezusa, a przykazania są względne (w zależności od relatywnego spojrzenia, bo wszyscy zostali już odkupieni.) Ostatnie wypowiedzi odnośnie  ludu wybranego, którym do dzisiaj określano Kościół Katolicki zostają zamienione na naród wybrany, którym określa się potomków ludzi ze Starego Testamentu. Oni, mimo odrzucenia Zbawiciela podobno są już zbawieni przez samą wiarę. Dla nich Bóg jest miłosierny i śmierć Jezusa bezwarunkowo gwarantuje wszystkim zbawienie. Nie trzeba się więc nawracać (na synodalnym zachodzie spowiedź odchodzi do lamusa), nie ma piekła, a przynajmniej nie wolno o nim mówić (obecny  papież Leon XIV to wyprostował, ale wciąż nawet w Polsce jest wielu zwolenników tej idei.) Sumienie było zawsze dla wszystkich ludzi odniesieniem do porządku naturalnego i do Boga niezależnie od wyznawanej wiary. Dla ludzi, którym nie dane było poznać prawdy objawionej było to kryterium zbawienia. Dziś jest relatywne i zależy to od okoliczności (ważny dokument kościelny). Ponadto grzech staje się dobrem, a dobro wyrazem zatwardziałości w stosunku do zmian.

Synodalność to próba  zmian w  kościele. Komisje watykańskie wciąż pracują, jak zmienić kościół bez żadnych konsultacji. Główny hierarcha synodalny stwierdził, że jak ludzie się kochają, to Bóg im błogosławi. Jest to wytłumaczenie nowego spojrzenia na moralność. Na zachodzie są już błogosławieństwa par o różnych poglądach moralnych, które wyglądają praktycznie jak śluby kościelne. Odnośnie innych par oznacza to, że osoby po ślubie kościelnym/ który formalnie jest nierozerwalny/, nawet mimo braku unieważnienia mogą być  błogosławione w nowych związkach. A co z cierpieniem byłej żony, byłego męża i dzieci? To sformułowanie rozgrzesza wszystkie związki nieformalne w naszej religii. Można jeszcze dodać kult Matki Ziemi, Paczamamy ( obrzędy miały miejsce nawet w Watykanie za pontyfikatu poprzedniego papieża.) Wywyższanie klimatu i ekologii do rangi bóstwa. Oddawanie pierwszeństwa miłości ludzkiej nad miłością do Boga. Przyjęcie założenia, że Pan Jezus już nas zbawił, więc nie musimy się zbytnio przejmować przykazaniami w swoim postępowaniu. Formalnie synodalność nie zmienia hierarchii kościoła, ale w perspektywie czasu sprawami kościoła ma zarządzać lud synodalny (ludzie ochrzczeni niezależnie od swojej postawy moralnej, swoich poglądów  w rozumieniu wiary, protestanci lub inni o nowoczesnej moralności). Nie będzie oficjalnych wyborów ludzi do spotkania synodalnego mającego zapewne uprawnienia soboru. Będą to ludzie wyznaczeni z określonych regionów. Decydujący będzie rok 2028, kiedy odbędzie się spotkanie synodalne ludu synodalnego i hierarchii w proporcji 1/2. I wówczas odbędą  się głosowania nad nowym kształtem kościoła-  już nie powszechnego, ale synodalnego i różnorodnego, o różnych podejściach do obecnych i jak dotąd niezmiennych doktryn. Będzie to podobne do Kościoła Anglikańskiego. Zgromadzenie ludu synodalnego będzie zapewne odzwierciedlało obecne zgromadzenie na wzór Kościoła Niemieckiego. Nie chodzi tylko o podejście do moralności poszczególnych ludzi (kościół nigdy nie zamykał się przed ludźmi różnych poglądów, ale nakłaniał do zmiany postawy życiowej  zgodnej z Ewangelią). Już dziś propagowane są flagi nowoczesnej ideologii w kościołach (zwłaszcza w kościołach zachodnich). Coraz częściej synodalni kapłani są na marszach tzw. równości. Synodalność polega na zmianie oblicza całego kościoła: seminariów, urzędów, święceń kobiet oraz wprowadzenie zarządzania strukturami kościoła przez kobiety itd. Pracuje nad tym obecnie około 12 komisji w Watykanie. Nigdy w historii nie było w kościele takiego pojęcia, jak synodalność. To jest pomysł z poprzedniego pontyfikatu. Ludziom,  takim, jak ja, którzy byli wychowani w najpiękniejszej dla mnie religii, która przetrwała  ponad 2000 lat, pozostaje obrona wiary przez słowa Ewangelii, mocna wiara w Boga, modlitwa za Kościół i prośba o wstawiennictwo Matki Bożej (obecnie Jej rola jest oficjalnie umniejszana, aby nie raziło to protestantów).

Jan Paweł II zapowiadał ten kryzys. Papież Benedykt stwierdził, że nadejdzie czas, kiedy zostaną tylko niewielkie wspólnoty wierzących, z których odrodzi się ponownie Kościół wierny Chrystusowi. Znane są proroctwa o konflikcie wewnętrznym kościoła spowodowanym ustępstwami wobec świata, dotyczące końca czasów (nie końca świata) zwłaszcza z Garabandal. Ten  proces miał się rozpocząć zaraz po pontyfikacie papieża Benedykta. Katechizm Kościoła katolickiego zapowiadał jego kryzys, który oczyści go ze wszystkich odstępstw. W historii były już dwa końce czasów dotyczące naszej religii .Pierwszy to zburzenie świątyni i niewola Babilońska, a drugi miał miejsce po zmartwychwstaniu Pana Jezusa, kiedy nastąpiło zburzenie świątyni przez Rzymian. Te końce czasów zawsze były powiązane z cierpieniem ludzi. Przyczyną zawsze było odejście ludzi od praw Bożych, moralność pogańska, wybranie wygodnego  życia, bez wierności Bogu. Można powiedzieć, że ludzie przez swoją postawę wbrew Bogu sprowokowali wojny i nieszczęścia. Obecnie świat  odrzucający Boga i prawdę, nawet tę naturalną, pogrążył się  w chaosie politycznym i religijnym (dotyczy to też innych religii). Dzisiaj odnosi się to również do sztuki artystycznej w synodalności (oburzające dla nas w Polsce, a wystawiane w kościołach zachodu tęczowe szopki, tęczowe wizerunki Matki Bożej i Jezusa, wstrętne wizerunki religijne na wystawach kościelnych, nawet w kościołach. Lekceważenie Ciała Chrystusa. Propagowane jest w założeniach synodalnych   nowoczesne udoskonalenie Ewangelii, aby dostosować ją do moralności i wizji dzisiejszego świata np. Sodoma i Gomora zostały zniszczone przez brak gościnności. Hierarcha synodalny stwierdził, że w Biblii nie jest nic napisane o zepsuciu moralnym, co najwyżej jest to wymienione jako obrzędy w świątyniach pogańskich (w tym aspekcie było to grzeszne postępowanie). Tłumacząc swoją synodalną postawę stwierdził po pobycie w Japonii , że właściwie nie ma dobra, ani zła. Jest tyko coś pośredniego. Myślę, że wszyscy wiedzą, co Pan Jezus powiedział o letniości. Powszechne jest również w krajach germańskich udziwnianie mszy świętej zapominając o ofierze Pana Jezusa na Golgocie, dekorowanie kościoła flagami ideologicznymi przy obecności ludzi ubranych zgodnie z ich ideologią moralną. Msze święte bywają odprawiane w niegodnych miejscach. Kolorowy krzyż był wniesiony do Bazyliki Świętego Piotra, a ludzie afiszowali się określonym ideologicznie ubiorem. Na ubraniach były nawet  prowokujące napisy. W imię równości ciągle są ponawiane głosy o przyjmowanie imigrantów( bez żadnej weryfikacji), wrogo nastawionych do naszej kultury i wiary.

Uzupełniając pojęcie synodalności należy stwierdzić, że przykazania, a szczególnie 1 i 6 są tu traktowane relatywistycznie. Czy to początek nowej światowej religii, która chce prowadzić ludzi pod jednym namiotem różnorodności, ekologii, klimatu i relatywistycznej wolności. A do tego każdy będzie uznawał tylko swoją prawdę i żył według niej.                

W świecie zaczyna być coraz więcej nienawiści, wojen i pogardy. Liczy się tylko człowiek – moje ja. Módlmy się o decyzje papieża i polskich biskupów, za katolików o trwanie w prawdzie Ewangelii, której kościół był wierny przez ponad 2000 lat. Módlmy się też za ludzi innych religii, aby postępowali z szacunkiem do innych. Jeśli się nie zmienimy to z tego chaosu wyrośnie nienawiść, która podpali ten świat. Módlmy się za młodzież, która zostaje pozbawiona wzorców płynących wprost z Ewangelii i pozostawiona samotnie z upadającą cywilizacją. Niech nigdy nie będzie wyznawała tej nowej religii: „Rób ta, co chce ta, bo wszystko można  wytłumaczyć relatywizmem sumienia.”

Wszystkie te wiadomości zostały zaczerpnięte i przytoczone z wywiadów i dokumentów pozyskanych  z Internetu .Jest to tylko poglądowy wyciąg z tego, co trwa w kościele synodalnym.  

 

 

 

28 marca 2026

Smutny list hierarchów

Na koniec jeszcze odniosę się do opublikowanego niedawno w kościołach w Polsce listu Episkopatu. Nie rozumiem, od kiedy w Kościele Katolickim przestano uważać, że ludem wybranym są ludzie kościoła, a zbawienie człowieka może być jedynie w Chrystusie. Chodzi mi tylko o wiarę, a nie o naród. Jak mam rozumieć, że w okresie synodalnym nagle okazało się, że mamy uznawać ludzi odrzucających Jezusa Chrystusa za naród wybrany i zbawiany w tajemniczy sposób. A co lepsze jesteśmy zapraszani na modlitwę do ich świątyń. Wierni Kościoła katolickiego oczekują, zgodnie z Pismem Świętym przyjścia Jezusa na końcu świata. Natomiast ludzie nazwani w liście jako obecny naród wybrany nie uznali Jezusa za Zbawiciela, lecz nadal modlą się o Jego przyjście. Szykują trzecią świątynię i przygotowują terytorium swojego państwa na pierwsze Jego przyjście. Czytając go ma się wrażenie, że jego treść umniejsza naszego Zbawiciela. Jak że bowiem ci co go odrzucają otrzymują nagrodę wietrznego życia z Bogiem z racji przynależności do narodu wybranego. List jest zbieżny z drogą synodalną i ideą równości religii. O ile w Islamie nasz Zbawiciel uznawany jest za proroka, Matka Boża za jego matkę to w Talmudzie są określania o Jezusie i Matce Bożej trudne tutaj do przytoczenia. Dzisiaj każdy ma Internet i po wpisaniu hasła oryginalne fragmenty lub streszczenia może przeczytać po Polsku. Nie jestem teologiem, ale każdy może sprawdzić, że są nieścisłości w liście z tym co jest uznawane obecnie w kościele. Czy Żydzi są narodem wybranym? Zamyśle Bożym przynależność etniczna do jakiegoś ludu nigdy nie równała się wybraństwo w znaczeniu ludu Bożego. Fakt urodzenia nie zapewnia z góry udziału w zbawieniu. Stwierdza to jasno apostoł Paweł w liście do rzymian, rozdział dziewiąty. Pismo święte nie zna określenia naród wybrany. Pismo święte zna jedynie pojęcie ludu wybranego. W tamtych czasach nie istniała jeszcze koncepcja narodu, która jest zjawiskiem nowożytnym. Wybraństwo jest kategorią zbawczą, a nie etniczne. O dzisiejszym Izraelu mówi się  jako spadkobiercach tych, w których Bóg zapowiedział przyjście Mesjasza. Obecny stan wyznawców prawa mojżeszowego jasno obrazuje apostoł Paweł metaforą, drzewka oliwnego rzymian 11, wiersze 16,  24. Bóg nikogo nie odrzuca definitywnie są stale zaproszeni do tego by przyjąć Chrystusa, bo dary łaski i wezwanie boże są nieodwołalne list do Rzymian. Nowy testament jest jak światło słońca a stary jak światło świecy. W synagodze w Rzymie przypisuje się papieżowi, że powiedział o żydach nasi starsi bracia. Papież powiedział dokładnie i w pewnym sensie można by powiedzieć nasi starsi bracia nie powiedział, że są naszymi starszymi braćmi. Dokąd nas synodalni hierarchowie prowadzą, do czego zmierzają, dlaczego zmieniają 2000 letni Kościół Powszechny aby był zgodny z trendami świata i różnorodnością postaw. Teraz są powoływane komisje synodalne w parafiach, a bez ich udziału zmiany synodalne są już wprowadzane w interpretacji Ewangelii, a kościołach zachodnich w praktyce. 2010 roku przeżyłem śmierć kliniczną i nie wierze, a wiem, że ewangelia jest prawdziwa. Ludzie uważają, że Bóg jest miłosierny i każdy będzie zbawiony. Prawda jest taka, że każdy człowiek ma daną przez Boga wolność i każdy w momencie śmierci pozna prawdę o sobie takim jakim jest w tym momencie w relacji z Panem Bogiem. Nie mogę tego opisać duchowo, ale mimo lekkich grzechów które mi zostały w sumieniu nie było w sercu łatwo. Mogę to opisać tylko na ludzkim przykładzie. Górnik po wypadku po dłuższym pobycie pod ziemią w ciemności przed wydostaniem go na zewnątrz ma zakładane czarne filtry na oczy. Nie wytrzymałby światła – uciekłby do ciemności. Kiedy się poznaje prawdę o sobie nie ma żadnych filtrów. Kto żył w ciemności ucieknie do ciemności nie wytrzyma światła miłości Bożej.     

31 marca 2026

Synodalność a ekumenizm i prawda

Nadchodzą Święta Wielkanocne - 2026. Jeszcze nigdy, za moich czasów, nie było w Polsce tak ekstremalnych podziałów. Dotyczy to zarówno spraw politycznych jak i religijnych. W tej chwili wprowadzane są odgórnie krok po kroku zalecenia synodalne przy jednoczesnym pozorowaniu, że głos  wiernych w komisjach synodalnych będzie miał jakieś znaczenie. W  Niemczech już praktycznie wprowadzane są założenia synodalne, na które zezwala Watykan. W Polsce, gdzie  wiara jest jeszcze najmocniejsza w Europie, kościół ma pójść, według modernistów, przetartą już drogą kościołów zachodnich. Tłumaczą one Ewangelię tak, aby zadowolić oczekiwania świata i jego dzisiejsze globalistyczne zapotrzebowania.

 Bóg - nie był, Bóg - nie będzie, lecz Bóg – jest. To jest odwieczna rzeczywistość. Chrystus mówi „Ja Jestem drogą prawdą i życiem”. Nie ma poza Nim innej drogi. W Watykanie, po papieżu Benedykcie, zapanował modernizm. Przejawia się tym (co już w zasadzie przez synodalność weszło do kościoła), że każdy ma swoją wizję. Każdy przedstawia swoją drogę. Czym są dzisiaj te drogi synodalne, tego nikt nie rozumie dokładnie. O co tutaj chodzi? Spotykają się ludzie ochrzczeni, ale o różnych poglądach dotyczących praw świata i religii. Spotykają się również hierarchowie kościoła na wszystkich szczeblach oraz teolodzy i dyskutują sobie o tym, jak dostosować religię do wymagań świata, aby wszyscy byli zadowoleni. Chcąc nadać rangę tym rozmowom oznajmiają, że prowadzi ich Duch Święty. Wymyślono także sposób wprowadzania swoich modernistycznych założeń nazywając go drogą synodalną. Daje ona wrażenie, że  to wierzący, oddolnie domagają się zmian, choć nowe dokumenty kościelne są zgodne z ideą modernizmu i stają się już obowiązujące. Zalecenia modernizmu rozszerzają się po świecie zaprzeczając ponad 2000- letniej tradycji kościoła. Dzisiaj jesteśmy w takim punkcie, że każdy ma swoją prawdę. Ja mam moją prawdę, ktoś inny ma swoją prawdę i robi się synodalny bałagan. Odrzucana jest coraz bardziej jedyna obiektywna prawda, która jest zawarta w Ewangelii, bo ona nie pasuje dzisiejszemu światu. Sprawy wiary zawsze były oczywiste i proste. Nawet ludzie zwykli, prości, nasi dziadkowie, nasi przodkowie rozumieli je, choć nie studiowali wielkich traktatów teologicznych. Zwykła, prosta wiara takich ludzi jest dzisiaj odrzucana. Podstawą naszej wiary było zawsze to, że   mamy przygotowywać się do życia wiecznego, przyjmując Chrystusa i współpracując z łaską.  W kościele synodalnym jest trend, aby stopniowo, po kolei, powoli, niektóre elementy naszej wiary  eliminować, żeby  przypodobać się innym. A to przypodobanie się innym  niczemu nie służy, bo to jest taki fałszywy ekumenizm. Jeżeli ktoś był w błędzie, to dalej będzie w błędzie. Dzisiaj właśnie te drogi synodalne utwierdzają ludzi w tych swoich błędach. Każdy niech sobie będzie tam, gdzie jest. My potwierdzamy błąd tych ludzi. A przecież jeżeli ktoś jest w błędzie, czy trwa  w grzechu, to kościół ma  za zadanie nazwać ten grzech po imieniu, aby dopomóc ludziom wyjść z tego grzechu. Synodalność oklaskuje  tych ludzi i głaska po głowie - „Pan Jezus tak was kocha, że wszystko jest dobrze. Będziecie zbawieni bez problemu. Duch Święty dał nam takie wskazówki, że postępujemy właściwie.” Te sprawy dotyczą również ludzi wierzących, których usprawiedliwia się z grzechu powołując się na dokument papieski, który w jednym z paragrafów mówi o relatywizmie sumienia. Usprawiedliwia to również sprawy moralne ludzi o różnych poglądach moralnych, sprawy dotyczące powtórnych związków małżeńskich, par nieformalnych.

Trzeba się trzymać prawd fundamentalnych, o których mówi Ewangelia. Prawdy, które dostaliśmy od Chrystusa są drogą prawdą i życiem. I jeżeli nie będzie jedności wewnątrz kościoła, to tym bardziej ciężko będzie ją znaleźć poza kościołem. Nie można wyrzekać się naszej wiary dla dobrostanu tych, którzy ją tracą na rzecz świata. Właśnie usłyszałem  słowa znanego polskiego biskupa do nowo powołanych grupek synodalnych. Pięknie, w kilku słowach streszczają istotę synodalności. Powiedział podając przykład rozmawiających ludzi, że w jednej sprawie „jeden głosi prawdę, drugi głosi prawdę i jeszcze inny też głosi prawdę”. Sprzeczne to jest z logiką, ale nie z synodalnością. Synodalność ma za zadanie wprowadzenie tych różnych prawd do kościoła katolickiego poprzez  rozmowy w grupkach synodalnych, jak się twierdzi w Duchu Świętym, w ramach różnorodności. Przypominają mi się słowa Piłata –„cóż to jest prawda?”. Do tej pory kościół katolicki prowadzony przez Ducha Świętego poprzez swoich przedstawicieli i świętych starał się wskazywać najlepszą drogę do jedynej i prawdziwej prawdy - Ewangelii. Dziś Duch Święty ,według  nowo interpretowanej przez modernistów Ewangelii, ma głosić różnorodność i rozwadniać prawdę. Jest to bardzo ciekawa interpretacja, tak jakby Pan Bóg zmienił się i zaczął słuchać człowieka i przez Ducha Świętego wprowadzał to, co przypadkowi ludzie uznają za prawdę, ustanawiając nowe prawdy wiary. Co ciekawe w wielu miejscach w kościele w oparciu o tę teorię jest zmieniana interpretacja Ewangelii. Wprowadzane są zmiany dotyczące moralności, teorii klimatycznych i ekologicznych, przyjmowania emigrantów i uznawania ich religii i zwyczajów ponad prawdy przekazane nam w Ewangelii. Teoria takiego podejścia do prawdy pojawiła się w lewackiej gałęzi filozofii. Zakładała ona, że każdy człowiek ma inne odczucia, zmysły, pragnienia, inne pojęcie szczęścia i wobec tego prawdą jest to, co on uznaje za prawdę. Podnosząc to, pozornie wolność człowieka daje możliwość łatwego sterowania takim podzielonym społeczeństwem. Kwestionując prawdę Ewangelii  i zastępując ją ludzkimi prawdami, elity władzy uzyskują wpływ na wyznawaną przez ludzi wiarę dostosowując ją do potrzeb globalistycznego świata. Taką religią, która nie będzie uznawała 2000 letniego dorobku kościoła katolickiego będzie można bardzo łatwo sterować zamieniając Boga na człowieka z jego egoistycznym podejściem do rzeczywistości. Módlmy się za kościół i nie gódźmy się na nowe – synodalne, wygodne dla dzisiejszego świata, interpretowanie Ewangelii, prawd wiary i doktryn.    

 

Ciąg dalszy - w następnym miesiącu

 

 

 

Pragnienie odnowy

Czy czujesz zew zmiany? Marzec 2026 to idealny czas, aby zastanowić się nad swoim życiem i podjąć kroki w kierunku jego odnowienia. Niezależnie od tego, kim jesteś i gdzie jesteś, masz w sobie potencjał do rozwoju i przemiany. Odkryj na nowo swoje marzenia i cele, by stworzyć życie, jakiego pragniesz.

Dążenie do bycia lepszym

Głównym przesłaniem marca 2026 jest dążenie do bycia lepszym – lepszym dla siebie, dla innych i dla świata. To wezwanie do refleksji nad naszymi działaniami i postawami. Każdego dnia mamy szansę dokonywać wyborów, które przybliżają nas do ideału. Pozwól, aby ten miesiąc stał się katalizatorem Twojego osobistego rozwoju.

Przebudzenie dla każdego

Temat "marzec 2026 odrodzenie życia" jest skierowany do każdego, kto pragnie głębszego sensu i pozytywnej zmiany. Niezależnie od wieku, doświadczeń czy ścieżki życiowej, każdy z nas może odczuć potrzebę odrodzenia. Ta strona jest zaproszeniem do wspólnego odkrywania, jak możemy być lepsi i jak możemy odnowić swoje życie.

„Każdy dzień jest szansą na nowe narodziny. Marzec 2026 to przypomnienie, że odrodzenie jest zawsze w zasięgu ręki, jeśli tylko otworzymy się na jego możliwość.”

Zespół Kim jestem, czego pragnę a Bóg